Paweł Kikowski, koszykarz PGE Spójni Stargard: Gratulacje dla ŁKS-u. Pokazali bardzo dobrą koszykówkę, jak nie wybitną w tej serii. My na pewno nie byliśmy sobą po serii z Pelplinem, troszkę na nasze własne życzenie pięciomeczowej. Dało nam się to we znaki, było widać różnicę świeżości między dwoma drużynami, natomiast to nie jest usprawiedliwienie. Walczyliśmy do końca. Dziękujemy bardzo kibicom, którzy wierzyli w nas do końca, którzy przyjechali tutaj do Łodzi. Brawa dla nich, bo zrobili naprawdę masę kilometrów w tym sezonie i bardzo chcieli awansu. My też, ale niestety musimy obejść się smakiem. ŁKS, tak jak powiedziałem, zagrał wybitne spotkania. My walczyliśmy do końca, zabrakło nam troszeczkę mocy. Dzisiaj można zobaczyć, że wygraliśmy zbiórkę, walczyliśmy mocno, natomiast po raz kolejny świetnie trafiali za trzy punkty. W ostatnich sekundach akcji nawet szalone rzuty im wpadały. Było widać pewność siebie i gratulacje jeszcze raz dla nich. Odpadamy z walki o awans, teraz powalczmy o brązowy medal.
Marek Popiołek, trener PGE Spójni Stargard: Dołączam się przede wszystkim do podziękowań dla naszych kibiców, którzy przez cały sezon jeżdżą za nami wszędzie, gdzie gramy, dopingują nas nawet w tak trudnej sytuacji, jaką mieliśmy teraz, przegrywając 0-2 po dwóch meczach w Stargardzie. Natomiast walczyliśmy do końca, myślę, że to było dzisiaj widać. Dla mnie to jest oczywiście dzisiaj trudny moment, bo tak jak też mówił Paweł, mieliśmy takie marzenia i też cel, aby do samego końca o ten awans walczyć i go wywalczyć. Natomiast konkurencja w lidze jest bardzo mocna, o czym się przekonaliśmy w trakcie tego półfinału i my też nie będąc po prostu w naszym optymalnym składzie, mieliśmy za mało argumentów w walce z ŁKS. Gratuluję moim zawodnikom postawy, bo to nie jest tak, że ktoś się w którymś momencie poddał. Podsumowując tę serię, tak mogłoby to wyglądać może w pierwszych dwóch meczach, że nie mieliśmy tak naprawdę szans na to, aby nawiązać walkę z ŁKS. To częściowo było spowodowane raz, że trudną sytuacją kadrową, a dwa, że tą bardzo trudną dla nas serią z Pelplinem, gdzie po prostu zabrakło nam trochę świeżości, sił w nogach, a ŁKS doskonale to wykorzystał, mając bardzo szeroki skład i grając w sposób bardzo agresywny. Myślę, że dzisiaj ten cały mecz wyglądał już trochę inaczej. ŁKS miał rewelacyjną skuteczność, bo 20 trafionych trójek. Przypuszczam, że to może być rekord całej ligi w tym sezonie. I tyle. My wyciągniemy wnioski z tej serii. Nie podsumowujemy jeszcze całego sezonu, bo zostały nam mecze, o brązowy medal. Mam nadzieję, że dobrze się też pożegnamy z naszymi kibicami, dobrze grając w tych ostatnich dwóch meczach, a dla ŁKS gratulacje dla wszystkich koszykarzy, dla trenerów, trenera Avramovicia, trenera Trepki, trenera Pacesasa, który też to wspiera. Macie bardzo mocną drużynę i niech wygra najlepszy. Niech awansuje najlepszy.
Ja oczywiście sobie analizuję każde kolejne spotkanie i to, czy pozycje dla strzelców ŁKS-u były otwarte. Dzisiaj może w pierwszej, drugiej sytuacji przede wszystkim Iwo Maćkowiak zbyt łatwo doszedł do pozycji strzeleckiej. Wykorzystał to bezbłędnie, dlatego później dokonaliśmy pewnych zmian, jeżeli chodzi o naszą defensywę. Szybciej zareagowaliśmy niż w meczu numer dwa, ale trudno było zatrzymać świetnie dysponowanych graczy ŁKS-u. Natomiast myślę, że mecz nawet mógł się podobać kibicom. Widać było, że walczyliśmy. Widać było dużo popisów ofensywnych po obu stronach i też wynik na to wskazuje, że dzisiaj w teorii byliśmy trochę bliżej tego ŁKS-u, ale nie na tyle blisko, żeby powalczyć do samego końca. Oczywiście cały sezon był naznaczony kontuzjami, nie mamy takiego szerokiego składu, jaki ma ŁKS, bo wiadomo, że tam też pauzują niektórzy gracze ze względu na kontuzje. I teraz to było widać, tę pewną głębię składu po stronie drużyny z Łodzi. Jeszcze podsumowaniem jest ta sytuacja, kiedy dzisiaj Kuba Karolak odniósł kontuzję. Wydaje mi się, że był faul. Oczywiście to nie ma znaczenia dla przebiegu całego meczu, bo to, że czasami nie ma gwizdka, nawet kiedy jest przewinienie, to jest sytuacja normalna i tu nie ma co się ani obrażać, ani rozpamiętywać, ale boję się, że ten palec jest uszkodzony i on nie mógł kontynuować gry. Także nawet w tym momencie, kiedy jeszcze byliśmy w meczu, może to za dużo powiedziane, ale ta przewaga nie była aż tak wysoka. Zresztą w czwartej kwarcie mieliśmy pewien zryw, ale cały czas mierzyliśmy się też ze swoimi problemami zdrowotnymi czy kadrowymi.
Aleksander Lewandowski, koszykarz ŁKS-u Coolpack Łódź: Gratulacje dla Spójni za walkę przede wszystkim, bo myślę, że ten wynik 3-0 dla nas w tej serii nie pokazuje tego jak walczyli, jak mieli swoje problemy przed rozpoczęciem tej serii, więc brawa dla nich. Brawa dla naszych kibiców przede wszystkim, dzisiaj w jakiej ilości przyszli na trybuny, jak nas wspierali, to naprawdę dało nam kopa i mam nadzieję, że na meczach finałowych będzie tak samo, więc wielkie brawa dla nich. A przechodząc do meczu stricte pod względem koszykarskim nazwijmy to, to kolejny mecz wpada. I to jest bardzo, bardzo fantastyczna dla nas sprawa, tylko że dzisiaj było wiele gorzej w obronie, co już zdążyliśmy sobie powiedzieć i musimy na finał pewne kwestie poprawić, bo czy Astoria czy SKS to drużyny, które będą też starały się wykorzystywać te nasze błędy w obronie, więc mamy teraz tydzień czasu, żeby się przygotować. I co, cieszy bardzo też mała liczba strat, bo widzę, że 7 przy 24 asystach, więc bardzo, bardzo cieszy ta gra zespołowa. Musimy tak dalej trzymać i skupić się na tych rzeczach w obronie przede wszystkim i myślę, że wtedy będziemy dalej utrzymywać tą dobrą formę.
Każdy rzut, który jest na treningu oddajemy go w 100% skoncentrowania tak jakby był to rzut meczowy i to potem przynosi właśnie, że gdy jest maj, już tam, nie wiem, ósmy, dziewiąty miesiąc sezonu, to te rzuty w tych ważnych meczach wpadają więc myślę, że to jest tylko nasza ciężka, ciężka praca, przygotowanie do dobrej pozycji i do rzutu dla strzelców i dzięki temu te rzuty są celne.
Przed play-offami, chyba tam już nie pamiętam, teraz przegraliśmy jakiś mecz, potem wygraliśmy, nie mogliśmy złapać serii wygranych meczów z rzędu, nazwijmy to, a teraz po tej pierwszej porażce z Tychami obudziliśmy się. Może ta porażka, można powiedzieć, po czasie była taka kopniakiem dla nas, więc może dobrze, że to się wydarzyło i teraz wygraliśmy szósty mecz z rzędu, więc można tak powiedzieć, ale mówię, jeszcze do celu zostały minimum trzy mecze, więc trzeba dalej kontynuować tę pracę, być skupionym, bo mówię, bo to są teraz najważniejsze dwa tygodnie sezonu dla nas, więc fokus musi być u każdego w 100%.
Fajnie, że przed finałem jesteśmy w takiej formie, bo na pewno te celne rzuty i dobra gra zespołowa, to jest normalne, człowieka pchają do przodu i sprawiają, że jest pewniejszy siebie i mam nadzieję, że obyśmy tak samo grali w finale, tego sobie życzę.
Nikola Avramović, trener ŁKS-u Coolpack Łódź: Przede wszystkim chcę podziękować Spójni za dobry mecz. Dają z siebie wszystko, ale tracą kolejnych zawodników. Jestem zadowolony z awansu do finału, ale nie jestem zadowolony z tego jak dziś graliśmy. Ofensywa wygrywa jeden mecz, ale defensywa wygrywa mistrzostwo, wszyscy trenerzy mówią o tym i wierzę w to. Nigdy nie wygrałem mistrzostwa, ale w kategoriach młodzieżowych miałem pewne zwycięstwa. Zdecydowanie to nie jest to samo, ale defensywa to to, co zawsze kładłem nacisk. Defensywa musi być zawsze na wyższym poziomie. Będziemy pracować nad tym, będziemy lepsi. Nie jestem pewien, ile mamy czasu, nawet jeśli drugi półfinał będzie dłuższy, ale jeśli mamy przynajmniej tydzień, to musimy być na wyższym poziomie. Nie tylko w defensywie, ale też w taktyce. Musimy być na wyższym poziomie z naszym skupieniem. I to jest to. Jeszcze raz, jestem szczęśliwy, bo wygraliśmy ten mecz, ale nie jestem taki szczęśliwy, bo to nie wyglądało najlepiej z mojej perspektywy. Musimy być lepsi w defensywie, zbiórka 42:37 dla Spójni, to nie jest dobrze. Musimy walczyć, musimy być skoncentrowani. Zgadzam się, że prowadziliśmy 2-0, ale każdy mecz to jest 0-0, to nowy mecz. Jest 0-0, jest nowy dzień, jest wszystko nowe. Nie prowadzimy teraz 60 punktami i mamy przewagę. Po prostu jest 0-0 i zawsze mówimy o tym, na każdym treningu, przed każdym meczem. Na końcu dnia wygraliśmy mecz i jestem szczęśliwy, ale mamy dużo pracy, mamy pracować, musimy poprawić te rzeczy.
Trójki? Oglądamy dużo NBA, oglądamy i gramy NBA na PlayStation. Żartuję, nie wiem, ale ogólnie to jest jakość zawodników, którą oni mają. Nie jest to tylko rzut za trzy. Oni mają i penetrację, mogą penetrować i w lewą, i w prawą. To serio jest u nich duża jakość, a my w nich wierzymy i ja nie mam problemu, kiedy Lewandowski, czy Chauncey, czy Marcel Ponitka, czy nie wiem, Carlos, że oni rzucają. Jestem pewien, że wpadnie, dlatego trenujemy codziennie.
Co do finału to będziemy walczyli, trenowali, damy wszystko od siebie, bo na końcu, to jest dla mnie personalnie jako trenera ważne - dać z siebie wszystko. Jak przegramy, to okej, oni są lepsi, nie ma żadnych problemów, ale jak my nie damy 100% od siebie, to nie jestem zadowolony ze swoich zawodników, swojego zespołu itd.
