Artur Łabinowicz, koszykarz Solvera Sokoła Łańcut: Chciałbym podziękować Kotwicy za mecz, bardzo ciężki mecz dla nas, ogólnie dobrze zespół zbudowany, trener Frank miał dobre zagrywki zaadresowane na nas. Ciężko powiedzieć o nas, dzisiaj tak średnio pokazywaliśmy się jako zespół, bardzo pomału zaczynaliśmy mecz. Rywale mieli za dużo punktów w tranzycji, powinienem lepiej bronić, lepiej komunikować się z chłopakami, mogłem być lepszym zawodnikiem dzisiaj. Trzymam to na siebie, bo mam marzenie, żeby być najlepszym zawodnikiem. Daliśmy trochę energii, ale na końcu nam nie wyszło, musimy o tym pomyśleć. Mamy długi wyjazd do domu teraz, będziemy o tym myśleć. Musimy to przełknąć i wyciągnąć wnioski. Będziemy przygotować się do następnego meczu, który mamy za niedługo z Łodzią. Mam nadzieję, że będzie inny wynik dla nas i będziemy walczyć do końca..
Dariusz Kaszowski, trener Solvera Sokoła Łańcut: Przede wszystkim gratuluję zespołowi Kotwicy Kołobrzeg zwycięstwa w dzisiejszym spotkaniu. Życzę powodzenia w walce o play-off, bo na pewno ten zespół zasługuje na to, żeby się w tej ósemce znaleźć. Jeżeli chodzi o spotkanie, dla nas ułożyło się nie tak, jak sobie planowaliśmy. Bardzo szybko uraz Filipa Zegzuly, który spowodował ograniczenie rotacji na obwodzie. Mecz można powiedzieć wyrównany przez trzy kwarty. Dużo agresji, dużo intensywności ze strony jednego i drugiego zespołu. Było widać, że oba zespoły walczą twardo o zwycięstwo. Czwarta kwarta praktycznie wygrana przez zespół z Kołobrzegu i to zadecydowało o tym końcowym wyniku. Myślę, że różnica 20 punktów jest różnicą za wysoką względem tego, co obserwowaliśmy w tym spotkaniu. Dziękuję moim chłopakom za podjętą walkę. Życzę Filipowi Małgorzaciakowi dużo zdrowia, bo doznał jakiegoś urazu w czasie tego meczu. Nie wiem, czy tam doszło do złamania nosa, na pewno to nie było specjalne zagranie, jestem przekonany w stu procentach, to jest po prostu w ferworze walki, takie rzeczy się zdarzają. Filip grał przez trzy sezony w Łańcucie, nie wyobrażam sobie, żeby któryś z graczy chciał w jakiś niesportowy sposób tego zawodnika kontuzjować. Życzę mu dużo zdrowia i zespołowi gospodarzy walki o tę ósemkę. Przyjechaliśmy w dziewięć osób, bo też mamy problemy zdrowotne. Nie było dzisiaj z nami Mateusza Bręka i Mateusza Czempiela. Tak jak wspomniałem, wypad Filip na samym początku i to też przyczyniło się do tego, że tego zdrowia potem na tą czwartą kwartę brakło.
Będziemy grać o zwycięstwo z każdym. Do tego meczu wszystko było w naszych rękach i zwycięstwa w ostatnich tych trzech spotkaniach spozycjonowałyby nas na drugim miejscu. Dzisiejsza porażka troszeczkę nam utrudnia walkę o pozycję wicelidera, z tego względu, że mamy gorszy stosunek małych punktów z zespołami, które są w przybliżonych wynikach punktowych do nas. Trudno tutaj wyrokować i myśleć o kimś konkretnym na rundę play-off, z tego względu, że praktycznie ta szóstka, siódemka zespołów jest tak mocno wyrównana i tutaj nie zgodzę się z tym, że mamy już pewne miejsce w czwórce. O tę pozycję w pierwszej czwórce musimy jeszcze walczyć w dwóch ostatnich meczach. Nie mamy tutaj też możliwości przygotowania się już do jakiegoś konkretnego rywala i tak jak wspomniałem wcześniej, jest tak wyrównanie, że tu się może wszystko rozstrzygać do ostatniej kolejki.
Paweł Dzierżak, koszykarz Kotwicy Port Morski Kołobrzeg: Chciałbym podziękować przede wszystkim naszym kibicom, którzy dzisiaj nas fajnie ponieśli do tego zwycięstwa. Wygraliśmy dwudziestoma punktami z bardzo ofensywnym zespołem i myślę, że dzisiaj wywiązaliśmy się ze swoich zadań defensywnych przede wszystkim, a w pewnym momencie nasz atak też do tego dołączył i dlatego takie zwycięstwo. Natomiast ten wynik nie odzwierciedla do końca, jaki to był mecz, bo był bardzo, bardzo trudny, bardzo fizyczny. Cieszymy się z tego zwycięstwa. Było dla nas ważne w kontekście wejścia do play-off. Niestety opłacony kontuzją „Fifiego”. Jesteśmy teraz myślami z nim. Niestety prawdopodobnie zabraknie go w najbliższych meczach, ale też gratulacje dla niego, bo to, czego dokonał w te trzydzieści minut gry, trzydzieści trzy punkty, to jest coś niesamowitego. Myślę, że spokojnie cztery dychy by załadował dzisiaj. Mam nadzieję, że wróci do zdrowia jak najszybciej
Rafał Frank, trener Kotwicy Port Morski Kołobrzeg: Ja przede wszystkim chciałbym pogratulować swoim chłopakom za to, że bili się do samego końca i za to, że utrzymaliśmy się w grze. Walczyliśmy, mimo że ten mecz był puszczony na bardzo twardych warunkach. Dużo brutalnych fauli i to, co chłopacy zrobili, jestem z nich bardzo dumny. Byli wszyscy razem i biliśmy się do końca o zwycięstwo. W sytuacji, w której zaatakowany był bestialsko Filip Małgorzaciak i tutaj nie ma co ukrywać. Niestety, ten zawodnik, który go tak bestialsko staranował, może być nawet tak, że może mu zablokować karierę sportową więc pod tym względem, niestety, jeżeli ktoś nie ma mózgu i naprawdę nie powinien grać w tej lidze, nie ma szacunku do rywali i naprawdę myśli tylko i wyłącznie swoją jedną komórką mózgową, to naprawdę jest bardzo przykre.
Wydaje mi się, że jedyną opcją, jaką w tej chwili jest to wydaje mi się, że cały zespół z Łańcuta powinien naprawdę wesprzeć Filipa teraz, nawet czy podejść do szpitala, czy być z nim, dzwonić, pytać się o jego zdrowie i naprawdę przeprosić przede wszystkim. Jeżeli tego nie wykonają, to znaczy po prostu, że to jest kompletnie bez klasy zespół z zawodnikami, którzy tylko i wyłącznie patrzą na swoje portfele i na swoje ego, a nie na zdrowie przeciwnika, bo wydaje mi się, że w tej lidze i w życiu najważniejszy jest szacunek drugiego gracza przede wszystkim, bo to jest przede wszystkim człowiek, który oddaje się koszykówce, więc nie można przede wszystkim szukać chamskiego rozwiązania tylko dlatego, jeżeli nie umiesz zatrzymać gracza sportowo, to nie szukasz tak bestialskiego rozwiązania, żeby sparaliżować komuś twarz tylko dlatego, że nie możesz go zatrzymać. Uważam, że na takie czyny nie powinno być miejsca i to jest poziom po prostu amatorski, więc ten gracz, który to spowodował, powinien w ogóle nie grać w koszykówkę.
Co do meczu - miękka gra w defensywie, miękka gra na pick&rollach i po prostu to jest zespół, który gra przede wszystkim tylko w ataku, opiera się na ataku, więc obronę ma fatalną, ma dziury w obronie, więc teoretycznie to atakowaliśmy. Byliśmy na poziomie agresywności takiej, jaką chcieliśmy, więc dowieźliśmy to do końca, więc co tu więcej mówić. Wiemy, jak to wygląda, można sprawdzić statystyki, więc tutaj na 100 posiadań defensywnych zespół z Łańcuta jest w dole tabeli, więc tutaj nie ma żadnych filozofii. Mieliśmy zatrzymać zespół, zatrzymać te rzuty za trzy punkty. Kilka rzutów gdzieś tam trafili bardzo ciężkich, ale resztę wykazaliśmy się bardzo mądrą obroną i wydaje mi się, że prowadziliśmy ciosy z kontry. Dostosowaliśmy się tutaj do tej „pseudozony”, która jest po prostu staniem fejkowym i ona nic nie powoduje, także gracze po prostu stoją tylko i dłubią w nosie, więc tak prawdę mówiąc zatrzymaliśmy mocną w drugiej połowie obroną i wyprowadzaliśmy ciosy na ten fejkowy defens rywali, więc wydaje mi się, że zrobiliśmy to, co chcieliśmy zrobić. Brawa dla moich chłopaków, ale mówię, jestem dumny z nich przede wszystkim, że jesteśmy zespołem na dobre i na złe. My nigdy się nie poddamy, walczymy do końca w jakiejkolwiek sytuacji. Jesteśmy teraz z Filipem i zdaje mi się, że zdrowie Filipa jest teraz dla nas najważniejsze i nie będziemy mówić o meczu, bo mecz przechodzi na drugą stronę, na kolejny etap. Bardzo się cieszymy ze zwycięstwa, ale dla nas najważniejsze teraz jest Filip i jego zdrowie.
