Łukasz Dziergowski, trener WKK Active Hotel Wrocław: Dziękuję chłopakom i trenerowi z Inowrocławia. Fajny, ciekawy mecz, dużo się działo i chciałem podziękować chłopakom też naszej drużyny, że tak fajnie uczcili to, że Tomek dzisiaj gra ostatni mecz i zagrali dla niego, walczyli, dali z siebie chyba 150%, także szacunek dla nich wielki. Co do meczu, to był fajny, odbył się, wygraliśmy, super, natomiast ja chciałem ze swojej strony powiedzieć, że dzięki Tomkowi wyglądałem na trenera trochę lepszego niż jestem, więc tutaj szacunek dla niego, że dużo czasu tutaj spędził i dużo nam pomógł. Generalnie ja tutaj jak ten pierwszy sezon pracowałem w tej pierwszej lidze WKK, sprowadziłem Tomka. Sorry Tomek, ja Cię przepraszam dzisiaj, bo ja Ci zaproponowałem wtedy, nie miałem takiego rozeznania jeszcze, jakieś śmieszne pieniądze i mi to całe 5 lat naprawdę ciążyło w głowie, że ja Ci przez telefon coś zaproponowałem, także przepraszam Cię bardzo i naprawdę dzięki wielkie, że przez te wszystkie lata ciągnąłeś ten zespół i mogę tylko żałować jednego, że nie robisz się coraz młodszy, bo powiem szczerze, że takich zawodników jest niewielu i fajnie, że Tomek tych młodych chłopaków dzisiaj miał okazję swojego syna wprowadzić w taką powiedzmy dorosłą koszykówkę. Dużo im pomógł i tak jak powiedziałem również mi, także wielkie dzięki i powodzenia na nowej drodze życia.
Aron Ochońko, koszykarz WKK Active Hotel Wrocław: Dwa tygodnie przed meczem dowiedziałem się od mamy, że jest opcja, żebym zagrał w meczu w pierwszej ligi. Usłyszałem to, oczy miałem takie! Mama powiedziała, że jest to możliwe tylko wtedy, gdy nie będzie szans na playoffy. Byłem bardzo zestresowany. Nawet teraz wchodząc na to boisko byłem mega zestresowany. Wszystko było po kryjomu, nikt nic nie wiedział. Na przykład dzisiaj tata mówi, żebym ubrał dżinsy na mecz, a ja mówię, że się nie przydadzą. Tata totalnie nic nie wiedział przez te dwa tygodnie, a ja z mamą i z innymi, którzy wiedzieli o tej sytuacji, siedzieliśmy cicho.
Tomasz Ochońko, koszykarz WKK Active Hotel Wrocław: Nie ma słów, żeby opisać to tak naprawdę normalnymi słowami całe to moje koszykarskie życie. Ja to co powiedziałem chłopakom szatni, wszystkim i nie tylko tym naszym, ale wszystkim ludziom, którzy nawet nie tyle trenują koszykówkę, tylko po prostu poświęcają się czemuś. Chciałbym, żeby po skończonej swojej karierze czuli się na tyle spełnieni jak ja się czuję, bo naprawdę ja z tej cytryny koszykarskiej naprawdę wycisnąłem mi się wydaje tyle ile mogłem. Pewnie można by było zrobić troszeczkę więcej, ale gdzieś tam ja jestem naprawdę na 99,9% spełnionym człowiekiem kończąc granie. I gdzieś tam do końca nie da się tak po prostu zamknąć szufladki, czy zasunąć suwak i powiedzieć sobie, że to już jest koniec, bo to jest na pewno długi proces, żeby ta głowa w 100% sobie powiedziała, że już jest koniec grania. Z tych wszystkich filmików, które tutaj na hali widzieliśmy wiem, że będzie brakowało koszykówki. Wiem, że będzie brakowało tej adrenaliny, tego bycia na boisku, tej walki fizycznej, ale gdzieś tam też wiem, że można to zastąpić w naprawdę inny fajny sposób i pomagałem też młodym chłopakom, bo myślę, że to mi też naprawdę sprawia bardzo dużą radość. Myślę, że w tym kierunku będę gdzieś tam sobie dążył.
Jak wszedłem do szatni, to Aron przyszedł z Kubą Koelnerem, przyszedł do szatni i zobaczyłem, że ma plecak i „Barman” dał mu koszulkę, także to wtedy dosłownie i dopiero gdzieś tam tymi małymi kropeczkami sobie zacząłem gdzieś to składać. Czemu nie było butów do kosza, bo ma je zawsze w jednym miejscu, a teraz ich w domu nie było. Czemu nie chciał tych dżinsów ubrać, ale to był 100% element zaskoczenia mojego. W życiu się tego nie spodziewałem.
