Dariusz Kaszowski, trener Solvera Sokoła Łańcut: Dziękuję za rywalizację zespołowi z Białegostoku. Mecz bardzo ciężki, taki jakiego się spodziewaliśmy. Zespół Żubrów naprawdę w tym momencie to już nie jest ten zespół z pierwszej rundy. Postawił nam bardzo ciężkie warunki w dzisiejszym spotkaniu. Przede wszystkim chciałbym pogratulować mojemu zespołowi konsekwencji gry do końca. Czwarta kwarta konsekwentnie zagrana w końcówce, wygrana 21-7. Praktycznie końcówką tej kwarty przesądziliśmy o naszym sukcesie. Gratuluję chłopakom, bo naprawdę jesteśmy w tym momencie w bardzo ciężkiej sytuacji kadrowej, treningowej. Ciężko nam normalnie popracować na jednostkach treningowych, więc tym bardziej wielkie ukłony dla mojego zespołu za to dzisiejsze zwycięstwo
Piotr Wieloch, koszykarz Solvera Sokoła Łańcut: Na wstępie chciałbym pogratulować Żubrom, bo naprawdę postawili mega ciężkie warunki. Nie mogliśmy złapać rytmu w ataku, w obronie weszliśmy strasznie ospale. Zespół Żubrów to wykorzystywał, grali z bardzo dobrą energią. Tak jak trener mówi, mamy swoje problemy. Chwała nam za to, że wytrzymaliśmy końcówkę, dowieźliśmy to zwycięstwo do końca. Tak się poznaje naprawdę dobre zespoły. Jesteśmy doświadczonym zespołem, który wie jak takie końcówki zagrać. Tego Żubrom zabrakło. Mamy problemy na wyjazdach. Trzecie dopiero zwycięstwo, więc tym bardziej się cieszymy. Będziemy już się przygotować do kolejnych spotkań, bo terminarz jest napięty.
Karol Kutta, koszykarz Żubrów Abakus Okna Białystok: Na wstępie gratulacje dla zespołu z Łańcuta, bo pokazali, że mecz trwa 40 minut i tak naprawdę swoją determinacją gdzieś tam do końca przechylili ten wynik meczu. U nas zabrakło koncentracji, bo niestety, ale mecz trwa cztery kwarty. Możemy grać fajny basket przez 38 minut i w końcówce mecz położyć. Jeszcze przed nami wiele pracy, żeby te mecze zamykać, ale jest w tym zespole potencjał. Myślę, że w kolejnych meczach to pokażemy. Jeszcze zostało przed nami bodajże 15 kolejek i musimy już teraz w najbliższym meczu pokazać, że ładna koszykówka to nie wystarczy i trzeba to przekuć na wynik końcowy. Mamy do tego pełen roster graczy, którzy wnoszą jakość, także myślę, że tylko teraz w nogach naszych pozostało, żeby to pokazać na pakiecie.
Kamil Piechucki, trener Żubrów Abakus Okna Białystok: Gratulacje dla przeciwników za wygraną. Ja mogę podziękować naszym zawodnikom, że dali sobie możliwość wygrania tego meczu, zamknięcia tego meczu. Natomiast nie tylko ja, ale wszyscy widzieliśmy, że nie byliśmy w stanie zamknąć tego meczu. Szczególnie w ataku i to zdecydowało o porażce. W pierwsze 30 minut tylko 5 razy straciliśmy piłkę, natomiast w czwartej kwarcie też 5 razy straciliśmy piłkę. To jest za dużo, jeżeli chcemy zamykać mecze. Już chwilę w szatni z zawodnikami porozmawialiśmy, czy mieliśmy tak naprawdę realne otwarte rzuty i spod kosza, i za trzy, gdzie mamy zawodników, którzy to potrafią robić, bo przecież pokazują to wcześniej. Tak, mieliśmy, na ten moment ci zawodnicy, którzy mieli te otwarte rzuty, nie potrafili ich skończyć i to łatwo by było powiedzieć, że gdyby to był jeden zawodnik wszystkie te rzuty oddał, zgonilibyśmy na niego. Natomiast to tak nie wygląda. Mieliśmy bardzo fajne szanse spod kosza, otwarte trójki, które nie znalazły drogi do kosza.
Można się zastanawiać, czy to jest problem mentalny, czy to jest problem ilości powtórzeń. Czy to jest problem jakości treningów i przygotowania, zanim ja tutaj dołączyłem. Czy to jest problem tego, że w pierwszym okresie, gdzie nie było szans mecz po meczu rywalizować, zawodnicy nie nauczyli się przepychać tych meczów w końcówce. Natomiast ja powiedziałem, że to co było kiedyś już jest nieistotne i dzisiaj na pewno niemoc, nie na tyle, że możliwość wykreowania, natomiast nie udało się trafić rzutów, które moim zdaniem są bardzo fajne, bardzo jakościowe w czwartej kwarcie i dlatego Łańcut tymi dwoma, trzema rzutami na końcu wygrywa.
Panie trenerze, Pan postawił kilka ciekawych pytań. Tylko oczywiście można mówić, że nie należy patrzeć wstecz.
Ja się z Panem zgadzam, tylko odpowiedź na te pytania to jest być albo nie być, jeżeli chodzi o pozostałe 15 spotkań. Bo tak jak liczyliśmy przed tym meczem, żubry żeby się utrzymać powinny przynajmniej 8 lub 9 spotkań wygrać. To oczywiście zależy od wyników pozostałych spotkań, ale licząc statystycznie to tak to wygląda.
Oczywiście każdy chce wygrać końcówkę każdego meczu. To nie jest tak, że chłopaki nie wiedzą. Na ten moment można zobaczyć też po statystykach, znaleźliśmy jak grać większym, szerszym składem w wymiarze też minutowym. Karol dzisiaj zagrał dużo więcej minut, pomimo, że w ostatnich paru grał mało i nie miał takich roli. Więc to jest na pewno pocieszające. Na pewno ten zespół musi zrozumieć, że to jest realna szansa. Od czterech kolejek wygrywania, zabierania meczów, obojętnie czy u siebie czy na wyjeździe. I czasami zawodnik, jakkolwiek spędza czas poza salą, to musi dać mu tą pewność, że przychodzi i on jest tutaj naprawdę częścią fajnego zespołu walczącego i może ten mecz wygrać. Powiedziałem to kilka razy. Przychodzi czwarta kwarta, czy tam ostatnie minuty i możemy teraz dywagować. Ja jako trener stawiam na zawodników, którzy są w tym momencie na boisku i staramy się w naszym systemie wykreować wyrzuty.
Dzisiaj mówimy o meczu typowo, jeżeli chodziło o atak. Atakiem nie zdobyliśmy punktów, mieliśmy siedem punktów w czwartej kwarcie. Ciężko powiedzieć dlaczego, ale ja wiem dlaczego. Po prostu na ten moment być może więcej powtórzeń. Więcej powtórzeń na treningu, tych ważnych rzutów, rzutów pod presją w ważnych momentach da nam tą wygraną. Każdy mecz będzie inny. Dzisiaj to był mecz w końcówce do zamknięcia atakiem. Nie trafiliśmy do kosza. Dziwnie to brzmi, ale to jest bardzo proste. Trzeba trafić piłkę do kosza. Każdy z zawodników, który oddał dzisiaj ten rzut, czy layup, czy otwarty rzut za trzy, musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy mogłem zrobić coś więcej do tej pory, żeby takie rzuty trafiać. Jeżeli jest taka szansa, no to umówmy się, trzeba trafić. Z drugiej strony zawodnicy z Łańcuta trafili trzy ważne rzuty też pod presją, nawet z słabszą ręką, więc widać szczerze czy to rzut zdecydował czy obrona. Na pewno rzut.
Czarek zaczął mecz, później zrobiliśmy zmiany takie, jakie były na boisku, które dały nam bez Czarka na boisku prowadzenie 54-47 bodajże więc próbowaliśmy przysłowiowo wydoić tą krowę, czyli w takim stylu grać. Nie można powiedzieć nic o tym, bo zawodnicy sprawdzali się do ostatnich minut, gdzie nagle nie trafili piłki do kosza, więc w takim momencie już ryzykować powrotną zmianą nie ma sensu. Ten zespół jest długi. To pokazuje ten mecz, że ten zespół jest długi i zawodnicy wiedzą, że mogą wyjść i w każdym innym meczu ktoś inny może coś zrobić i to mnie naprawdę cieszy w tym zespole. Czarek jest na tyle profesjonalistą, że rozumie to, że dzisiaj postawiłem na takich zawodników i jeżeli chodzi o „Szpaka” to po prostu też jest moja decyzja. Bardzo rzadko się gra w 12 zawodników. To trzeba też realnie powiedzieć. Nastąpiły 4 zmiany w składzie, zawodnicy doszli i ja z jego usług nie skorzystałem i jakby nie było, można sobie sprawdzić historię. Ja też kiedyś byłem w takiej sytuacji i wiem, że to nie jest łatwa sytuacja jako zawodnik. Natomiast to jest moja decyzja i jeżeli ktoś uważa, że zmieniając tego zawodnika na boisku akurat byśmy wygrali mecz, ma do tego takie prawo. Natomiast decyzje, kto przyszedł do tego zespołu po moim przyjściu, kto dostaje minuty, to zostaje dla mnie. I ja jestem zadowolony z tych ludzi. Jestem z niego też zadowolony w jakim momencie jest i jak pracuje. Natomiast mecz nie zawsze daje możliwość wykorzystania. Być może gdybyśmy mieli problem dzisiaj z małymi totalnie, byłoby takie miejsce. Natomiast mali zawodnicy grali dobrze do momentu nietrafienia ważnych rzutów.
