Jestem dumny z zespołu

,

Lista aktualności

Jestem dumny z zespołu

Niesamowite emocje w Kołobrzegu! Enea Basket Poznań po dogrywce pokonał Datzzy Kotwicę Port Kołobrzeg, choć w dodatkowych pięciu minutach przegrywała już różnicą czterech punktów. Trener gości Edmunds Valeiko podkreślał charakter swojego zespołu, a szkoleniowiec gospodarzy Rafał Frank, mimo porażki, chwalił zawodników za najlepszy występ w sezonie. Co jeszcze powiedzieli uczestnicy tego spotkania?

Obraz

,

 

Edmunds Valeiko, trener Enei Basket Poznań: Dziękuję kibicom za atmosferę, która była tutaj, a gospodarzom za walkę. Myślę, że ten mecz był niesamowity. Tak mogę powiedzieć. Na koniec naprawdę pomyślałem, że jeżeli nie możesz trafić rzutów osobistych, to nie możesz wygrać meczu, ale jestem dumny z zespołu, że wygraliśmy ten mecz. Nie zawsze wszystko wychodzi w ofensywie, ale zawsze jest defensywa, jest serce. Jestem dumny z zespołu. Również chciałbym podziękować zarządowi klubu za to, że mogliśmy przyjechać już wczoraj. Dzięki temu byliśmy naprawdę dobrze przygotowani na ten trudny mecz, na trudnym terenie.

Paweł Kikowski, zawodnik Enei Basket Poznań: Wydaje mi się, że tak jak trener tutaj powiedział, nasza ofensywa może nie działała dzisiaj wyśmienicie, ale cały czas walczyliśmy, wywieraliśmy presję. Gdzieś tam udało nam się przechwycić kilka piłek, zrobić kilka „deflection”, czyli wybić piłkę czy zmienić tor podania. Z tych małych rzeczy potrafiliśmy wyrwać jakieś piłki i uzyskać przewagę. W dogrywce najważniejsze było to, że nie spuściliśmy głów, kiedy przegrywaliśmy pięcioma punktami. Zebraliśmy się w kółko i powiedzieliśmy sobie: „Panowie, jeszcze są trzy minuty. Spokojnie, gramy dalej, gramy swoje i jakoś się ułoży”. No i się ułożyło po naszej bardzo ciężkiej pracy. Dzisiaj naprawdę było widać, że zawodnicy obu drużyn oddychali już rękawami. Całe szczęście, że to my postawiliśmy kropkę nad „i” i możemy się cieszyć z drugiego zwycięstwa z rzędu.
 

Rafał Frank, trener Datzzy Kotwicy Port Kołobrzeg: Gratulujemy zespołowi z Poznania. Wiedzieliśmy, że gra bardzo dobrze od początku sezonu i naprawdę fizyczność oraz wysoki poziom gry jeden na jednego powodują, że ciężko się gra z tym rywalem. Mieliśmy wejść na podobny poziom i wydaje mi się, że zagraliśmy naprawdę bardzo dobry mecz, na dobrej intensywności i z dużą fizycznością. Oczywiście były jakieś detale, błędy w poszczególnych pojedynkach, ale wydaje mi się, że to wszystko jest kwestia drobnych poprawek. Wiadomo, że po dogrywce mecz kończy się trochę szczęśliwie. Jeden zespół wygrywa, drugi przegrywa. Troszkę jesteśmy źli, bo bardzo dużo serca włożyliśmy w to spotkanie. Chłopakom naprawdę trzeba pogratulować poświęcenia i tego, co zagrali na boisku, bo od nich wszystko się zaczyna. Troszkę to boli, wszyscy są wkurzeni, ale trzeba to z pokorą przyjąć, bo nic nie poradzimy. Możemy tylko dalej pracować. Jeżeli będziemy szli w takim kierunku i z taką agresywnością będziemy grali, poprawimy resztę detali, trochę egzekucji w ataku, trochę jeszcze egzekucji w obronie, to na pewno będziemy bardzo niewygodnym rywalem dla każdego. Wydaje mi się, że to jest dobry kierunek. Nie możemy teraz opuścić głów, bo na ten moment zagraliśmy najlepsze spotkanie w lidze. Musimy przygotować się do kolejnego meczu. Teraz w każdym spotkaniu gramy o zwycięstwo. Nie ma już żadnych wymówek. Musimy wejść na taką intensywność, na jakiej dzisiaj graliśmy, i poprawiać to jeszcze bardziej.

Fajnie, że Mateusz pomógł nam w dzisiejszym meczu. Nie trenował cały tydzień i przyszedł tylko na mecz, więc nie było mu łatwo wejść w spotkanie, ale bardzo fajnie, że wszyscy chcą pomóc zespołowi i szukać szans na zwycięstwo, bo cały zespół wygrywa i przegrywa. Niestety w drugiej połowie przytrafiło nam się kilka niefortunnych strat, straciliśmy trochę punktów z kontry i grało nam się ciężej. W dogrywce wiadomo, że wszystko sprowadza się do egzekucji. Ktoś trafi dwa rzuty, ktoś nie trafi. Mieliśmy dobry początek dogrywki, ale pojawiły się też problemy z faulami. Nie wszyscy zawodnicy mogli zostać na parkiecie do końca meczu. Musimy uszanować zwycięstwo rywali, ale trzeba też docenić pracę naszych graczy.

Mateusz Kaszowski, zawodnik Datzzy Kotwicy Port Kołobrzeg: Zacznę od tego, że przede wszystkim bardzo szkoda tej dogrywki, bo to jest drugi mecz u nas w domu, kiedy dochodzi do dogrywki i ją przegrywamy. To nas naprawdę bardzo boli, bo chcielibyśmy w końcu dać naszym kibicom zwycięstwo u siebie. Czego zabrakło? Myślę, że trochę konsekwencji, trochę zimnej głowy, trochę lepszej egzekucji. Tak jak trener powiedział, to są przede wszystkim kluczowe elementy. Do tego przez cały mecz straciliśmy jedenaście punktów po naszych stratach, przy dwóch zdobytych przez nas w ten sposób. Mieliśmy szesnaście strat w całym spotkaniu. I to się właśnie składa na wynik. Jeżeli jest taki bliski mecz, to właśnie takie małe niuanse decydują o wyniku. Na pewno boli nas to, że jeszcze nie wygraliśmy u siebie w domu. Musimy się zebrać. Nie ma też co ukrywać, że w dogrywce zabrakło naszych liderów. Zarówno „Fifi” jak i James, a także Leon, przez którego tak naprawdę przeprowadzaliśmy 75 procent akcji w końcówce czwartej kwarty i pierwszej części dogrywki. „Leon’ również spadł za pięć fauli i na pewno nam to troszeczkę utrudniło grę oraz wybiło nas z rytmu.