Do przerwy graliśmy koncertowo

,

Lista aktualności

Do przerwy graliśmy koncertowo

GKS Tychy przełamał serię trzech porażek na otwarcie sezonu, pokonując na wyjeździe Datzzy Kotwicę Port Kołobrzeg. – Dzisiaj do przerwy graliśmy koncertowo – przyznał trener gości Tomasz Jagiełka. Tyszanie zdominowali pierwszą połowę, a po przerwie skutecznie odparli próbę powrotu gospodarzy do meczu. Z kolei trener Kotwicy Rafał Frank nie krył rozczarowania postawą swojego zespołu, zwracając uwagę przede wszystkim na straty, problemy ze zbiórką i fatalną defensywę w pierwszej połowie.

Obraz

,

 

Tomasz Jagiełka, trener GKS Tychy: Myślę, że najważniejsze jest to, że w końcu zobaczyliśmy uśmiech na twarzach i radość z gry. Złapaliśmy jakiś oddech na chwilę. Wiadomo, że nie możemy popadać w hurraoptymizm, ale jakoś tak Kotwica nam ostatnio leży. Zawsze gramy tutaj dobre mecze i wygrywamy. Dzisiaj do przerwy graliśmy koncertowo. Mieliśmy mnóstwo otwartych pozycji, byliśmy skuteczni, wymuszaliśmy bardzo dużo przewinień, a przede wszystkim robiliśmy to, co nas cechuje – zbieraliśmy piłki w ataku. Mieliśmy 15 zbiórek ofensywnych i to na pewno był klucz do zwycięstwa. Do przerwy popełniliśmy też tylko jedną stratę. W drugiej połowie Kotwica rzuciła się na nas. Nie miała już nic do stracenia. Zagrali agresywną obroną, z którą sobie nie poradziliśmy. Do tego doszły szalone rzuty z kontry i gospodarze zbliżyli się na 11 punktów. Na szczęście dzisiaj świetnie dysponowany był Damian Jeszke, który szybko odpowiedział i pozwolił nam odzyskać kontrolę nad meczem. Bardzo się cieszymy. Dziękuję Kotwicy za mecz, ale przede wszystkim duże gratulacje dla nas, bo to niezwykle ważne zwycięstwo. Teraz możemy trochę spokojniej popracować, choć w tej lidze nie można się rozluźnić. Tutaj absolutnie nie ma żadnego łatwego meczu. Cieszę się, że byliśmy skuteczni, ale również z tego, że konsekwentnie realizowaliśmy założenia przedmeczowe. Myślę, że to dodało nam pewności siebie. Kiedy głowa w końcu odpuściła, a rzuty zaczęły wpadać, grało nam się zdecydowanie lżej.

Damian Jeszke, zawodnik GKS Tychy: Myślę, że najważniejsze było to, że zaczęliśmy grać odważnie i mocno od samego początku. Szybko wypuszczaliśmy piłkę do kontry, zdobywaliśmy łatwe punkty i to nas napędzało. Zdawaliśmy sobie sprawę, że nasz początek sezonu, bilans 0–3, nie jest fajny i w końcu wypadałoby coś wygrać. Tym bardziej że mamy naprawdę bardzo fajną drużynę, dobrze się dogadujemy i w końcu chcieliśmy to pokazać. Myślę, że ten mecz wyglądał naprawdę dobrze. Nie chcieliśmy jechać tutaj osiem godzin na wycieczkę, żeby sobie po prostu zagrać. Chcieliśmy naprawdę od początku do końca wygrać. Fajnie, że tak rozpoczęliśmy spotkanie i że mocno weszliśmy również w drugą połowę. To było kluczowe, bo wiedzieliśmy, że Kotwica mocno na nas ruszy. Udało nam się jednak dowieźć zwycięstwo do końca i wreszcie możemy się cieszyć. Miejmy nadzieję, że po tej wygranej trochę odetchniemy.

Rafał Frank, trener Datzzy Kotwicy Port Kołobrzeg: Na pewno gratulacje dla trenera i zespołu z Tychów. Nas zabolały przede wszystkim straty i zbiórki rywali w ataku w pierwszej połowie. Do tego nie mogliśmy trafić nawet z łatwych pozycji do kosza. Jeżeli przegrywa się najpierw pięcioma, dziesięcioma, piętnastoma punktami, to później bardzo ciężko wrócić do meczu. Nie można tego robić na siłę. Trzeba powoli, posiadanie po posiadaniu, walczyć o zbiórkę, walczyć o każde posiadanie w obronie i dopiero później wyprowadzać kontry. Niestety w głowach zawodników zawsze jest coś takiego, że kiedy nie idzie, robi się ciężko i każdy chce na siłę coś zrobić. Nasza obrona w pierwszej połowie była fatalna. Jedyne, co mogę powiedzieć na plus, to naprawdę dobra egzekucja w drugiej połowie. Oczywiście popełnialiśmy błędy, byliśmy już zmęczeni, ale przez te dwadzieścia minut widać było, że wszyscy próbowaliśmy wyszarpać ten mecz obroną. Ryzykowaliśmy podwojeniami, agresywnie broniliśmy pick and rolla. Wydaje mi się, że to pokazało, że zespół musi iść tylko w tym kierunku. Mam nadzieję, że nawet jeśli nie wystarczy nam sił na czterdzieści minut, to w następnym meczu zagramy trzydzieści sześć, ale na pełnej agresji. Nie widzę innego rozwiązania.

Jedną rzecz chciałbym jeszcze dodać. Na pewno Paweł się ze mną zgodzi. Mieliśmy bardzo zły początek, ale kibice nam pomogli. Był mocny doping do samego końca. Naprawdę wszyscy wierzyli, nawet zespół wierzył, że dociągniemy ten mecz i go wyrwiemy. Przewaga rywali z pierwszej połowy była jednak za duża. Bardzo ciężko było nam ich dogonić. To dosyć mocny zespół. Mówiłem, że nie będzie tak, że drużyna przyjedzie tutaj po trzech porażkach i łatwo odda nam zwycięstwo. Tychy również zaczęły sezon gorzej, ale to zespół, który będzie szukał swojej szansy w każdym meczu i z każdym rywalem. Byliśmy na to przygotowani. Pomoc kibiców była naprawdę bardzo fajna. Zawodnicy to czuli i myślę, że ta agresja w drugiej połowie również z tego wynikała. To wszystko przełożyło się na naszą grę po przerwie. Wygraliśmy drugą połowę różnicą około dziesięciu punktów, ale niestety liczy się cały mecz. Nie daliśmy rady dogonić rywala, więc musimy przyjąć to z pokorą i patrzeć na kolejne spotkanie.

Paweł Leończyk, zawodnik Datzzy Kotwicy Port Kołobrzeg: Na początek oczywiście gratulacje dla drużyny GKS-u. Zagrali fantastyczne spotkanie. Obnażyli nasze dzisiejsze braki, które mamy w naszej grze. Trochę nam się ta gra posypała. Próbowaliśmy w tym tygodniu znaleźć jakieś rozwiązanie, ale nic dzisiaj nie zafunkcjonowało. Tak jak trener powiedział, takim promyczkiem nadziei jest dla nas druga połowa. Byliśmy agresywniejsi, staraliśmy się grać trochę szybciej i prościej. Ciężko powiedzieć, że wróciliśmy do tego meczu, ale przynajmniej trochę się zbliżyliśmy. Dzięki temu wynik na koniec nie był tak fatalny, jak po pierwszej połowie.