Wojciech Czerlonko, zawodnik PGE Spójni Stargard: Tak na gorąco – na pewno wiedzieliśmy, że przyjeżdżamy na ciężki teren do Poznania. W końcu spotkały się dwa zespoły bez porażki. Fajny mecz przy bardzo fajnej publiczności. Wydaje mi się, że zapewniliśmy jej dobre widowisko. Co do samego meczu, trener na pewno powie więcej, ale wydaje mi się, że zrealizowaliśmy pewne założenia, które mieliśmy przed spotkaniem. Wiedzieliśmy, że zespół z Poznania bardzo mocno idzie na deskę w ataku. Byliśmy na to wyczuleni. Wiedzieliśmy też, że w świetnej dyspozycji jest Patryk Stankowski. Mieliśmy więc pewien plan i wydaje mi się, że udało nam się go zrealizować, bo odnieśliśmy zwycięstwo na naprawdę bardzo trudnym terenie w Poznaniu. Chciałbym jeszcze podziękować naszym kibicom, którzy przyjechali ze Stargardu, żeby nas wspierać. W najważniejszych momentach naprawdę było ich słychać za naszą ławką. Bardzo im za to dziękuję. …
Marek Popiołek, trener PGE Spójni Stargard: Gracze obu zespołów dali z siebie dzisiaj na pewno wszystko. Gra była, myślę, ciekawa, ale mecz trwał bardzo długo i zostało to okupione dużym wysiłkiem zawodników obu drużyn. Zanim powiem o meczu, przede wszystkim gratuluję klubowi z Poznania zbudowania bardzo ciekawej drużyny. Oczywiście bardzo skrupulatnie oglądaliśmy mecze Poznania, żeby się do tego spotkania przygotować. Widać, że wszystko jest tutaj zrobione z pomysłem. Zespół gra w bardzo nowoczesny sposób, od zawodników wymagana jest duża agresywność. Bardzo trudno gra się z takim zespołem i dotychczasowe wyniki Enei Basket Poznań na pewno temu dowodzą. Gratuluję. Z przyjemnością oglądam wszystkie mecze drużyny prowadzonej przez trenera Edmundsa Valeiko i przed meczem również mówiłem mu, że jestem pod dużym wrażeniem. Cieszę się oczywiście z dzisiejszego zwycięstwa. Wiedzieliśmy, że zespół z Poznania zaprezentuje bardzo dużą agresywność i energię. Tak jak Wojtek wspomniał, w pierwszych dwóch kolejkach byli najlepsi w całej lidze, jeśli chodzi o zbiórki ofensywne. Dużo bronią na całym boisku i wywierają presję. Cały tydzień przygotowywaliśmy się więc do tego, żeby dzisiaj nie popełniać zbyt wielu strat. Myślę, że to się udało. Mieliśmy 13 strat. To wciąż wynik daleki od perfekcji, ale najlepszy dla nas w tym sezonie, a graliśmy przecież z bardzo mocnym rywalem. Bardzo zmartwił mnie moment, kiedy Jan Malesa odniósł kontuzję. Wyglądało to poważnie, ale mam nadzieję, że szczęśliwie nic poważnego się nie wydarzyło. Trzymam za niego kciuki i oby nie wypadł z gry na długo. Sportowo próbowaliśmy w pierwszej połowie różnych modyfikacji taktycznych, żeby wytrącić zespół z Poznania z rytmu. Enea Basket trafiła w pierwszej połowie aż siedem rzutów za trzy punkty, na bardzo dobrej skuteczności. Na szczęście nasza intensywność gry była niezła przez całe spotkanie.
Myślę, że w drugiej połowie przejęliśmy kontrolę nad meczem – do momentu, kiedy zepsuł się zegar. Jeżeli dobrze pamiętam, to nie jest pierwsza sytuacja w Poznaniu, kiedy mecz jest tak mocno opóźniony. W zeszłym sezonie w meczu z Sokołem Łańcut również z jakiegoś powodu była bardzo długa przerwa. Takie rzeczy bardzo wytrącają wszystkich zawodników z rytmu i frustrują kibiców – zarówno tych, którzy przyjeżdżają do hali, jak i tych oglądających transmisję. Mam więc taki wniosek, że dzisiaj najgorszymi aktorami tego meczu byli – nie wiem, czy sędziowie stolikowi, czy ludzie odpowiadający za sprawy techniczne. To jest nie do zaakceptowania. Liga fajnie wygląda, liga rośnie, jest coraz mocniejsza, mecze są coraz ciekawsze, a widowisko jest psute przez takie sytuacje. Wtedy mecz z Łańcutem wygraliście, dzisiaj na szczęście nie
Cieszę się, że rozpoczynamy sezon bilansem 3–0. Mieliśmy trochę problemów zdrowotnych, tak samo jak zespół z Poznania. To jest niestety rzecz, na którą trenerzy nie mają zbyt dużego wpływu. Musimy przygotowywać się do kolejnych spotkań i je wygrywać, bo tego się od nas oczekuje. Dziękuję naszym kibicom za przyjazd, a kibicom z Poznania gratuluję, bo ładnie wypełniają halę i dzięki temu mecze dobrze wyglądają. Oby następnym razem trwały trochę płynniej. Teraz mamy trochę wolnego. Wyciągniemy z tego meczu wnioski, poprawimy błędy i będziemy się starali, żeby ta drużyna dalej rosła. Jutro zawodnicy mają dzień wolny, natomiast my jako trenerzy będziemy już przygotowywali się do meczu z Opolem.
Drużynie z Poznania życzę powodzenia w następnych spotkaniach, a Jankowi Malesie – i to jest najważniejsze, co chcę powiedzieć – życzę zdrowia.
Myślę, że drużyna z Poznania pokazała to, co ma najlepsze i tego się spodziewaliśmy. Wiedzieliśmy, że musimy przetrwać ten szturm, który gracze z Poznania przypuszczą. Były już takie mecze, zarówno z Opolem, jak i z Krosnem. W trzeciej kwarcie przewaga była błyskawicznie budowana przez Eneę, więc wiedziałem, że są do tego zdolni. Jeżeli chodzi o mentalne podniesienie drużyny, to myślę, że mamy zespół złożony z profesjonalistów i doświadczonych graczy. Jako Spójnia byliśmy już wielokrotnie w trudnych momentach w poprzednim sezonie. Wyciągaliśmy niektóre mecze i koszykarze wiedzą, że zawsze trzeba walczyć do końca, nie poddawać się i grać z dużym poświęceniem. Wyciągaliśmy wnioski i staraliśmy się zmieniać różne rzeczy taktyczne, żeby wrócić do tego meczu. Udało się. Moja zasługa jest taka sama jak wszystkich koszykarzy, a może ich nawet większa, bo to ich kibice przychodzą oglądać do hali.
Edmunds Valeiko, trener Enei Basket Poznań: Dziękuję kibicom. Nawet o takiej godzinie w niedzielę hala była pełna. Początek był dobry. Wszystko, nad czym pracowaliśmy na treningach, funkcjonowało, a później górę wzięło doświadczenie rywali. Mogę powiedzieć, że to był dobry mecz przez jakiej 14 minut gry, a później zaczęła się taka agonia. Nie możemy tak grać. Wszystko zaczęło wyglądać odwrotnie niż powinno. Nie wiem, może miała na to wpływ godzina, nie możemy grać o 20? Ale warunki były takie same dla obu zespołów. Jestem zmęczony takimi lekcjami jak dzisiejsza. To nawet nie są lekcje. To tak, jakbyś wszedł do ringu, dominował przez trzy czy pięć rund, a później myślał, że przeciwnik sam upadnie, a on nie upada. Jest doświadczony i na koniec wynik jest taki, jaki jest – przegrywasz mecz.
Ostatnia akcja to moja wina. Jeżeli taka sytuacja ma miejsce, to jest moja wina. I tyle.
Nie jesteśmy w sytuacji Spójni, gdzie nie ma różnicy kto wychodzi na boisko. Każdy zawodnik jest dla nas na wagę złota. Nie chcę mówić, co byłoby, gdyby ten czy tamten zawodnik zagrał. Wszyscy widzieliśmy, kto był dzisiaj dostępny pod koszem.
To jest koszykówka, cały czas jest kontakt. Nie chcę jednak myśleć w takich kategoriach. Musimy grać tymi zawodnikami, których mamy.
Dziennikarze i eksperci robią swoją pracę. Mają swoje słowo, mają internet i to, co powiedzieli, już tam jest. Byłem już w sytuacji, kiedy miałem nie tylko najwyższy budżet. Dla mnie takie rzeczy nie mają znaczenia. Budżet gra przed sezonem i przed meczem. Ja wierzę w to, co robię. Wierzę w ten zespół i naprawdę widzę, jak możemy grać. Oczywiście dzisiejszy mecz jest dla mnie bardzo trudny. Ja zawsze chcę wygrać, jestem na tym punkcie chory, dlatego bardzo ciężko przyjmuję dzisiejszą porażkę. Eksperci robią swoje, dziennikarze robią swoje, a my robimy swoje.
Na wieści dotyczące Janka Malesy musimy poczekać do jutra. Mam ogromną nadzieję, że nic poważnego się nie stało. Kontuzje to ciemna strona naszego biznesu. Dla zawodników i trenerów to jest zawsze bardzo trudne. Mam nadzieję, że będzie mógł zagrać w następnym meczu. Taka jest prognoza, ale czekamy do jutra. W poniedziałek będzie rezonans magnetyczny i wtedy będziemy wiedzieć więcej.
Michał Samsonowicz, zawodnik Enei Basketu Poznań: Dziękuję kibicom, ponieśli nas do powrotu w końcówce. Dobry początek, powrót w końcówce, ale mecz a koniec przegrany. Mieliśmy jeszcze sytuację na doprowadzenie do remisu, którą źle wyegzekwowaliśmy. To jest na pewno po naszej stronie. Spójnia wykorzystała dużo naszych błędów. Na przykład złą obronę transition, co w ogóle nie powinno mieć miejsca, bo mamy takie założenia, które pozwalają nam dobrze zabezpieczać powrót do obrony. Tak jak trener powiedział, na pewno coś z tego wyciągniemy, ale dla mnie to bardziej niewykorzystana szansa niż lekcja. Myślę, że nikt z nas nie chce takich lekcji. Gratulacje dla Spójni.
