Artur Łabinowicz, zawodnik ŁKS Coolpack Łódź: Dziękuję Bytomiowi za dzisiejszą walkę. To bardzo dobry zespół. Dali z siebie dużo energii, dużo emocji i nie było łatwo wygrać tego meczu. Walczyli do końca. Życzę im powodzenia i dużo zdrowia na cały sezon. Zobaczymy się oczywiście w rundzie rewanżowej. Jeśli chodzi o nas, myślę, że zagraliśmy dobrze. Dzisiaj trochę wolno rozpoczęliśmy mecz. Musimy szybciej się budzić. Może miało na to wpływ to, że graliśmy trochę wcześniej, ale to nie jest ważne. Musimy być gotowi na każde spotkanie. Chcę pochwalić naszą drużynę za to, że każdy zawodnik, który wchodzi na boisko, daje z siebie wszystko i walczy. Nieważne, co się dzieje, mamy taką mentalność „next man up”. W ten sposób zbudowana jest nasza drużyna. Ktokolwiek pojawia się na parkiecie, nie powoduje spadku jakości. Cały czas mamy tę samą energię. Chcę podziękować chłopakom i trenerowi za dzisiejszy mecz i walkę.
Tak ułożył się nam terminarz, że graliśmy w niedzielę, w środę i od razu w sobotę. Nie możemy jednak traktować tego jako wymówki. Musimy po prostu grać w koszykówkę. Na pewno jesteśmy trochę zmęczeni, ale i tak będziemy grać. Cieszymy się, że możemy grać w koszykówkę i będziemy walczyć jak profesjonaliści.
Dragan Nikolić, trener ŁKS Coolpack Łódź: Chcę podać wam kilka liczb. W ostatnich 144 godzinach rozegraliśmy trzy mecze, w tym dwa na wyjeździe. Przejechaliśmy prawie tysiąc kilometrów. To dla nas bardzo trudny rytm. Mam nadzieję, że wszyscy będą gotowi do treningów. Mamy trochę problemów kadrowych, ale liczę na to, że w końcu będziemy mieli do dyspozycji pełny skład. Jeśli chodzi o mecz, bardzo lubię grać w takiej atmosferze. Lubię takie spotkania, bo mogę zobaczyć, jaki charakter mają moi zawodnicy. Jestem zadowolony z trzech kwart, ale cały czas mamy problem z jedną kwartą. Mecz koszykówki nie trwa 30 minut, tylko 40. Dzisiaj mieliśmy problemy w trzeciej kwarcie. W pewnym momencie broniliśmy praktycznie pięciu na jednego. Tym zawodnikiem Polonii był Devin Hutchinson. Nie potrafiliśmy go zatrzymać i to był dla nas duży problem. Z pozostałej części spotkania jestem zadowolony. Mieliśmy kilka złych decyzji w ofensywie i drobnych błędów w defensywie. Będziemy to analizować. Dla nas bardzo ważne jest to, żeby dalej pracować i z każdym meczem grać coraz lepiej.
Podczas meczu trzeba być skoncentrowanym na tym, żeby pomóc drużynie i zawodnikom. Musimy skupiać się na prowadzeniu zespołu i doprowadzeniu meczu do zwycięstwa.
Faulu technicznego nie mogę komentować. To nie był mój faul techniczny. Nie wiem dokładnie, co się wydarzyło, muszę to sprawdzić, ale to nie był mój faul, to był faul dla ławki.
Devin Hutchison, zawodnik BS Polonii Bytom: Myślę, że graliśmy i walczyliśmy. ŁKS to bardzo mocna i dobrze prowadzona drużyna. Nie rzucaliśmy dzisiaj dobrze jako zespół. Potrzebowaliśmy więcej zbiórek. Mimo wszystko czuję, że będzie dobrze. W ostatnich trzech spotkaniach pokazaliśmy dużo walki. Musimy poprawić niektóre elementy, między innymi zbiórkę pod koszem. Musimy dalej walczyć tak jak w poprzednich meczach, żeby osiągać lepsze wyniki.
Oczywiście miło słyszeć docenienie rzez trenera rywali. Cieszę się z takiej opinii, ale uważam, że przede wszystkim mój trener stworzył mi dobre pozycje do gry i pozwolił wykorzystać to, co mogę dać drużynie.
Mariusz Bacik, trener BS Polonii Bytom: Przede wszystkim gratulacje dla zespołu z Łodzi za zwycięstwo. Nie ma co ukrywać, wszyscy w świecie koszykówki spodziewali się tego, że ŁKS przyjedzie do Bytomia, łatwo wygra i wróci do Łodzi. W mojej opinii tak łatwo nie mieli. Szczególnie na początku meczu, byliśmy całkiem nieźle przygotowani defensywnie na zespół ŁKS-u i całkiem dobrze nam to wychodziło. Problem polegał na tym, że szczególnie w pierwszej połowie nie mogliśmy trafić do kosza. To był kluczowy problem. Zdobyliśmy odpowiednio 12 i 16 punktów w pierwszej i drugiej kwarcie. Uważam, że jak na mój zespół jest to naprawdę bardzo mizerna zdobycz punktowa. Dopiero w trzeciej kwarcie się otworzyliśmy. Między innymi Devin zaczął trafiać rzuty za trzy punkty i zdobyliśmy w tej części 28 punktów. Reasumując, porażka na pewno nie cieszy i zawsze będzie bolała. Zawsze będę wściekły i niezadowolony po porażce, niezależnie od tego, z kim gramy, szczególnie we własnej hali. Zawsze będzie mnie to irytowało. Są jednak również pozytywy, które możemy wyciągnąć z tej porażki. Tydzień temu przegraliśmy w Stargardzie i popełniliśmy 21 strat. Dzisiaj mieliśmy ich tylko dziewięć i to na pewno jest pozytyw. Uczymy się siebie, uczymy się tej ligi. Myślę, że czas działa na naszą korzyść. Na początku sezonu trafili nam się piekielnie mocni przeciwnicy, ale robimy wszystko, żeby dobrze wyglądać i uważam, że wyglądamy całkiem nieźle.
Na pewno boli skuteczność, bo są to zawodnicy, którzy w zeszłym roku wiedli prym i trafiali z dystansu jak na zawołanie, ale liga weryfikuje zarówno nas, jak i ich. W tym sezonie nie mają już tak czystych pozycji, a nawet jeżeli je mają, być może gdzieś zatracili trochę pewności siebie. Nie chcę jednak wyciągać zbyt daleko idących wniosków. Po prostu mieliśmy słabszy dzień w ataku i oby był to nasz ostatni taki dzień. Uważam, że nasz zespół stać na zdobywanie 80 i więcej punktów. Dzisiaj pierwsza połowa była w naszym wykonaniu bardzo słaba ofensywnie. To jest do poprawy, ale nie chcę się nad tym rozwodzić. Trzeba po prostu grać swoją koszykówkę. To mówię chłopakom: grajmy w koszykówkę, bawmy się nią. Jeżeli masz pozycję, to po to trenujesz cały tydzień, żeby podczas meczu, kiedy dostaniesz piłkę, po prostu rzucić i trafić. To naprawdę prosta gra.
My bardzo dużo rzucamy na treningach, więc już nie przesadzajmy. Może pójdziemy w drugą stronę i trochę więcej pobiegamy? Może za dużo rzucamy? Oczywiście żartuję. Mecz meczowi jest nierówny. Za tydzień mamy kolejną szansę. Jedziemy do bardzo mocnego zespołu z Łańcuta i znowu powiem zawodnikom to samo: gramy swoją koszykówkę, nie patrzymy na przeciwnika. Jeżeli rzucimy 80–90 punktów, jesteśmy w stanie wygrać z każdym. Dzisiaj początek był bardzo słaby – 12 punktów w pierwszej kwarcie i 16 w drugiej. 28 punktów do przerwy to naprawdę mizerny dorobek.
Oczywiście, że godzina meczu może mieć znaczenie. Nominalnie trenujemy o godzinie 18 i ta pora najbardziej nam odpowiada. Zawodnicy, którzy są w Bytomiu już kilka lat, są do niej przyzwyczajeni. W tym sezonie nie udało nam się jeszcze zagrać o 18. Graliśmy już o 15, o 20, a teraz o 13. Za tydzień znowu gramy o 15. Próbujemy sobie z tym radzić w taki sposób, że przynajmniej jeden trening – ten przedmeczowy – przeprowadzamy o godzinie, o której później gramy. Wczoraj trenowaliśmy więc o 13. Chodziło między innymi o to, żeby przyzwyczaić oczy do światła, bo warunki są zupełnie inne niż wieczorem. Oczywiście warunki były takie same dla obu zespołów, więc nie ma co na to zrzucać winy. Sposoby pobudzenia są różne. Jeden wypije Red Bulla, drugi kawę, a trzeci zrobi jeszcze coś innego. Ci chłopcy są zawodowcami i znają swój organizm. Doskonale wiedzą, co zrobić, żeby się pobudzić i nie być śpiącym. Nikomu niczego w tym zakresie nie narzucam. Tak jak powiedziałem, jedyne co zrobiliśmy, to przeprowadziliśmy przedmeczowy trening o godzinie 13.
