Jakbyśmy przy plus 30 przegrali ten mecz, nie wiem, czy mógłbym z hali wyjść

,

Lista aktualności

Jakbyśmy przy plus 30 przegrali ten mecz, nie wiem, czy mógłbym z hali wyjść

KKS Polonia Warszawa zwycięsko rozpoczęła sezon 2026/27 PZKosz 1 Ligi Mężczyzn. Stołeczny zespół pokonał przed własną publicznością Solverę Sokół Łańcut 95:93, choć przebieg spotkania przypominał prawdziwy rollercoaster. Po meczu jego przebieg podsumowali zawodnicy oraz trenerzy obu drużyn.

Obraz

,


Mateusz Szczypiński, koszykarz Solvera Sokoła Łańcut: Na początku gratuluję drużynie z Warszawy zwycięstwa. Myślę, że druga połowa meczu w naszym wykonaniu była dużo lepsza. W pierwszej nie jestem w stanie stwierdzić, co się wydarzyło. Czy nie wysiedliśmy jeszcze z autokaru, bo tak naprawdę nie istnieliśmy, ale potrafiliśmy się podnieść. Wyszliśmy nawet, tutaj zerknę, na prowadzenie bodajże chyba dziewięciopunktowe, ale czas na prowadzeniu naszego zespołu w spotkaniu to tylko cztery minuty, więc tak naprawdę cały czas goniliśmy. No i twierdzę, że jest to duży pozytyw dla nas, zespołu, że nawet w takich sytuacjach nie kładziemy się, tylko walczymy dalej. Trener też nas bardzo zmotywował w przerwie, że to jest jeszcze wszystko do wyciągnięcia. Zaczęliśmy grać zespołowo, dzielić się piłką i tak naprawdę ta gra nasza w ataku sama ruszyła, co podejrzewam też ruszyło obronę, bo byliśmy bardziej aktywni w obronie, bardziej nam się chciało i myślę, że było to widać. No a taki jest sport, taka jest koszykówka. Przegraliśmy jednym posiadaniem. Mieliśmy rzut na zwycięstwo, niestety nie wpadł do kosza. Pierwsza kolejka też rządzi się swoimi prawami, więc tak jak mówię, jest to pierwszy mecz i patrzymy dalej w przyszłość, i jesteśmy gotowi na sobotę.

Dariusz Kaszowski, trener Solvera Sokoła Łańcut: Praktycznie Mateusz streścił całe to spotkanie. Tak jak powiedział, przede wszystkim niezrozumiałe rozpoczęcie spotkania. 34:12 pierwsza kwarta. Druga niewiele lepsza. Troszeczkę lepszy atak, 31:28, ale 65 punktów straconych w pierwszej połowie to jest za duży wynik. I przewaga tutaj zespołu z Polonii osiągnęła w pewnym momencie nawet 32 punkty. Co na pewno cieszy, to to, że zespół nie zwiesił głowy, pokazał charakter i walczył do końca spotkania. Można mieć pretensje w końcówce już tylko i wyłącznie do samych siebie, z tego względu, że prowadząc dziewięcioma punktami, ta końcówka po prostu nam uciekła. Nie trafiliśmy otwartych rzutów i to spowodowało łatwe punkty z kontrataku zespołu gospodarzy. Mecz nam uciekł. Przegrana dwoma punktami na pewno bardzo boli, ale chciałbym pochwalić nowy, młody zespół za to, że nie zwiesił głowy i walczył do samego końca. Praktycznie niewiele brakło, żeby skończyło się to naszym sukcesem.

Czego żałuję? Przede wszystkim, że nie utrzymaliśmy tej przewagi, to wiadomo, ale chcę też nadmienić, że to kosztowało ogrom sił graczy, powrót do tego mecz, ale tutaj z jednej strony podejmowane decyzje, które były... Były to dobre pozycje, mówię tutaj o samym ataku, były to dobre pozycje, ale właśnie pewnie to zmęczenie też przełożyło się na to, że ta ręka po prostu w tym momencie troszeczkę zadrżała, bo piłka była, nawet po rzucie Mateusza przy sytuacji „dziewięć plus”, była praktycznie w koszu, wykręciła się z obręczy. Jakby wpadł ten rzut trzypunktowy, to by było plus 12. Ja też mam jakieś tam swoje spostrzeżenie co do jednej akcji, od której się praktycznie troszeczkę posypała nasza gra, ale nie chcę o tym głośno mówić.

Tak jak Mateusz wspomniał, weszliśmy bardzo miękko. Może to było też spowodowane troszeczkę tym, że jechaliśmy w dniu meczu, ale nie chcę tutaj zwalać winy na tę sytuację. Trzeba też pochwalić zawodników Polonii, bo zawodnik Ross w pierwszej połowie — nie mam statystyk, ale z tego, co pamiętam — trafił pięć razy za trzy punkty. I to nie były też łatwe pozycje, bo to były rzuty z siedmiu, ośmiu metrów i tam ręka była. Także przywitał się tutaj z kibicami z Warszawy, pokazując ogromną skuteczność rzutową i tutaj pomimo tego, że było na pewno troszeczkę za miękko, co pokazała ta pierwsza połowa, to nie było tak, że były to całkowicie otwarte pozycje, bez obrońcy i tak dalej. Tylko tutaj była wielka klasa zawodników z Warszawy i oni grali na niesamowitej skuteczności. Jeżeli tak będą trafiać w całym sezonie, to daj Boże zdrowie i tutaj niejeden zespół będzie miał problem, żeby odnieść zwycięstwo.

Nad wszystkimi elementami koszykarskiego rzemiosła trzeba pracować. Nasz zespół jest tutaj nowym zespołem. Zostało tylko z tamtego składu na dzień dzisiejszy dwóch graczy, bo nie wspomniałem tu o Maćku Kucharku, który jest kontuzjowany, nie jest do dyspozycji. Mamy dwóch graczy z tamtego sezonu. Dodatkowo jest to młody zespół i ten zespół potrzebuje też czasu. Tak jak mówiłem we wcześniejszych wypowiedziach, ten zespół będzie też popełniał błędy, bo młodość ma swoje zalety, jak i wady, ale obserwuję, że ten zespół z każdym tygodniem rośnie i tak jakbyśmy funkcjonowali jak w tej drugiej połowie, to jestem spokojny o to, że nasza gra będzie wyglądała dobrze i będziemy przeciwstawiać się niejednemu zespołowi w tej lidze.


Filip Poradzki, koszykarz KKS Polonii Warszawa: Przede wszystkim dziękuję drużynie z Łańcuta za mecz. Naprawdę bardzo ciężko było wrócić. Nie wiem, ile to była największa przewaga, ale myślę, że plus 30. Brawa dla nich za powrót, ale też brawa dla nas za to, że mimo tego, że było już minus dziewięć w końcówce, jednak wyciągnęliśmy, wyszarpaliśmy to zwycięstwo. Także brawo dla nas. Na pewno bardzo mocny początek, 65 punktów do połowy i jakiś tam przestój w tej drugiej, ale tak jak mówiłem – brawo dla nas, że wyciągnęliśmy.

To dla mnie jest duża szansa względem poprzednich sezonów, którą mogę wykorzystać. Przede wszystkim czuję dużo uwagi dla siebie na treningach. Przed treningami dużo pracujemy też indywidualnie. Także przede wszystkim widzę szansę do wykorzystania dla siebie.

Łukasz Dziergowski, trener KKS Polonii Warszawa: Przede wszystkim gratulacje dla naszego zespołu za to, że utrzymał zwycięstwo we własnych rękach, bo można było się spodziewać, że to będzie łatwy, lekki i przyjemny mecz, ale gdzieś tam siedziało mi z tyłu głowy, że to nie jest jednak słaby zespół i ma wielu klasowych zawodników, więc coś tu się może jeszcze wydarzyć. Drugą połowę zaczęli bardzo dobrze. Zaczęli nas atakować, zaczęli dzielić się piłką, zaczęli grać do kosza, wymusili kilka przewinień. My niestety też przez problemy z faulami, bo i Przemek Wrona i Maks Duda i przede wszystkim Gal musiał trochę posiedzieć dłużej i też ten ostatni faul spowodował to, że musiał zejść. Przez to Kobi i Filip musieli ciągnąć ten wózek. Fajnie, że w tym ciężkim momencie, kiedy straciliśmy całą wypracowaną przewagę, zespół potrafił dobrze zareagować i trafić w odpowiednim momencie. Też tam kilka akcji, które powinniśmy skończyć, nie udało się, żeby było spokojniej w drugiej połowie, ale tak się ten mecz potoczył. Cóż można więcej powiedzieć? Chwała chłopakom, bo też zabrakło nam dzisiaj Wojtka Jagiełło. On daje taką energię, daje impuls, a przy faulach Gala został tylko właśnie Filip i Kobi, którzy, tak jak powiedziałem, dali dzisiaj radę i poprowadzili zespół. Fajnie, że wygraliśmy, mamy dwa punkty, dostarczyliśmy kibicom emocji, także chyba wieczór poniedziałkowy zapiszą do udanych. Czekamy na następny mecz u nas. Postaramy się zagrać równo całe spotkanie.

Ta nasza zapaść wzięła się przede wszystkim z tych problemów z faulami. To zaburza gdzieś tam rotację i potem są problemy, bo ktoś musi grać nie pięć minut, cztery minuty z rzędu, tylko siedem, osiem. Kobi dzisiaj chyba całą drugą połowę rozegrał. Nie przypominam sobie, żebym go zmieniał. Filip to samo i to się gdzieś tam, zmęczenie nasila. Też nie powiem, że ta sytuacja z Przemkiem i z Maksem, którzy walczą o każdą pozycję i mają po cztery, pięć fauli... Fakt, że Milovanović jest super zawodnikiem i każdy by go chciał w swoim zespole, ale każde jakieś przebiegnięcie to jest ruch, flop, jakieś takie sytuacje i tracimy przez to możliwość grania dłużej którymś z nich. I też chyba na naszą niekorzyść zadziałało, tak paradoksalnie, że Cousinard w drugiej połowie nie mógł za dużo grać i gdzieś to nam zaburzyło trochę ten nasz game plan, bo Cameron musiał biegać za Szczypińskim.

I też właśnie to jest problem, że nie było Wojtka Jagiełly, bo jakby on wszedł za niego, to byłby Filip, Kobi i Wojtek – trzech zawodników na piłce. To też by inaczej, wydaje mi się, wyglądało i byśmy atakowali, a stanęliśmy, odcięli kogo trzeba i mieliśmy problem i wymusiliśmy tylko 15 fauli. Ta druga połowa była tragiczna, ale fajnie, że w dobrym momencie Filip ważną trójkę trafił i to gdzieś tam poszło potem.

Zawsze się śmiejemy czasami z trenerami, że jak zespół przestaje biegać, to się patrzy na motoryka, ale tutaj akurat świetną robotę Piotrek wykonuje, więc tutaj nie ma co się do niego przyczepić. Wszyscy są świetnie przygotowani i fajnie, że wytrzymali trudy tego meczu. Jakie myśli? Takie, że musimy gdzieś ustabilizować tę grę, jakąś pewniejszą akcję zrobić, coś sprowokować, żeby tę obronę Łańcuta złamać i zdobyć jakieś łatwe punkty i tam właśnie fajna taka akcja była, gdzie Filip trafił trójkę po time-oucie, więc to trochę nam dało takiego spokoju. Fajny mecz też Łukasz Kłaczek zagrał, też musiał grać ponad normę, więc też chwała mu za ten wysiłek. A te myśli... to jest takie, że „never too high, never too low”, a myśmy zaczęli bardzo agresywnie, mocno i potem, no niestety, gdzieś ta bateria się wyczerpała i mieliśmy ten przestój. No i potem te myśli właśnie w tym kierunku szły, że Łańcut to nie jest zły zespół. To jest bardzo dobry zespół, ma wielu doświadczonych zawodników. Oni nie panikują przy minus 20, jeśli jest 20 minut do końca. Mają trenera, który też już... Filipa chyba na świecie nie było, jak on już w pierwszej lidze prowadził zespół, więc czego tu się można było spodziewać? Że coś się wydarzy. Byłem przed meczem ostrożny. My super zaczęliśmy. Myślałem, że ta druga połowa będzie trochę spokojniejsza, no ale parę trójek też trafili. Właśnie troszeczkę na naszych wysokich inaczej, więc rozszerzyli tę grę. Te myśli były takie pesymistyczne, ale na szczęście w dobrym momencie gdzieś tam udało się sfokusować na tym, żeby wrócić do tej gry. Jakieś dwie dobre decyzje, ustabilizowanie tej gry, żeby piłka trafiła w końcu tam, gdzie trzeba, i udało się to wyegzekwować.

Jakbyśmy przy plus 30 przegrali ten mecz – a koszykówka już widziała takie sytuacje – to bym chyba... Nie wiem, czy mógłbym z hali wyjść. Natomiast fajnie, że wygraliśmy. Z tego, co słyszę, to dostarczyliśmy kibicom emocji, więc zapraszamy na kolejne mecze, ale postaramy się może grać trochę spokojniej.

Przede wszystkim chciałbym podziękować kibicom, bo byli z nami. I widziałem, że tu się robi coś fajnego, że ten projekt jest perspektywiczny, że tutaj jest potrzeba rozwijania tego. I ci ludzie, którzy dzisiaj byli na hali, naprawdę wychodzili czerwoni na buzi, ale zadowoleni. Więc to powoduje, że mam nadzieję, że na następnym meczu jeszcze o te 10, 15, 20 procent więcej ich przyjdzie. Bo ta fama się rozniesie, że tu jest fajny zespół, młody, biegający.

Wiadomo, że czasem to jest sinusoida. Raz się rozegra lepiej, raz gorzej, ale że tutaj jest coś fajnego, że warto tutaj przyjść też i te rozgrywki pierwszoligowe są nie mniej atrakcyjne, a czasami właśnie takie mniej przewidywalne niż ekstraklasa. Naprawdę chciałbym zapraszać tutaj, żeby tych ludzi było jak najwięcej, żeby nas dopingowali. I właśnie w takich trudnych momentach, kiedy zespołowi nie do końca może idzie, że jest jakiś problem, żeby nas wspierali w takim momencie. I przede wszystkim, że może się zdarzy – może nie w tym, może w następnym meczu – że ta publiczność będzie żyła i my to poczujemy. I to jest naprawdę fantastyczne wrażenie. Przeżyłem coś takiego i wiem, że to naprawdę dodaje skrzydeł. I zawodnicy właśnie w tych momentach, kiedy ta słabość zaczyna ogarniać, nagle dostają skrzydeł i tam już nie ma kalkulacji, że ktoś jest zmęczony. Także zapraszam i, tak jak mówię, warto tutaj przychodzić, dopingować tych chłopaków, bo warto.