Filip Siewruk, koszykarz Decki Pelplin: Przede wszystkim gratulacje dla Spójni za naprawdę piekielnie dobre zawody przez tak naprawdę dwa dni. Bardzo się cieszymy, że udało nam się dzisiaj wywalczyć tak naprawdę cały czas do samego końca pokazując charakter, zaciskając zęby, gryząc parkiet i cały czas krok po kroku jakby wykonując nasz plan. Udało nam się ten mecz ostatecznie ukraść. Wyszliśmy na prowadzenie to trzypunktowe i wygraliśmy ten mecz. Na pewno gdybyśmy mogli przed rozegraniem pierwszego meczu wziąć 1-1 w ciemno tutaj na terytorium przeciwnika, to byśmy na pewno to brali, bo to jest bardzo dobry wynik. Mimo wszystko wrócić z jednym zwycięstwem i teraz wracamy do Pelplina, gdzie mamy szansę jakby zakończyć tą serię i tego się trzymamy. Bardzo chcemy to zrobić i na pewno nie były to łatwe mecze. Wczorajszy mecz też był bardzo wyrównany i tak naprawdę na samym końcu Spójnia odjechała. Czujemy się bardzo dobrze, czujemy się, że możemy rywalizować. I to też mi się wydaje, że pokazaliśmy Spójni, że cokolwiek by nie zrobili my będziemy jakby krok przy nich i będziemy jakby dotrzymywać im kroku i będziemy jakby zaciskać, gryźć i nie odpuścimy.
Spędziłem tutaj swój pierwszy rok w Ekstraklasie, jak miałem te 18 lat. Jak przyjechałem zaraz z Hiszpanii to był ten rok pandemiczny wtedy, więc na pewno bardzo dobrze ten rok też wspominam. Też miałem tutaj bardzo wtedy dobre mecze w U19, gdzie ostatecznie też z Szymonem Szmitem zaszliśmy wtedy bardzo daleko w tych mistrzostwach Polski więc na pewno bardzo dobrze wspominam grę w tym klubie, jakby bardzo dobrze wspominam to miasto i zawsze mi się fajnie tutaj wraca, bo naprawdę lubię tutaj grać na tej hali.
Rafał Knap, trener Decki Pelplin: To ja chciałbym zacząć od cytatu z piosenki. Po takim meczu mogę, niezależnie od tego jak ta seria się skończy, czy Spójnia wygra z nami czy jeden, czy dwa, czy my to wygramy, to dzisiaj mogę powiedzieć, bo w końcu przegrywaliśmy 17 punktami z nie byle jaką drużyną. To zacytuję słowa piosenki. „Tam nasze szczęście, weź mnie w ramiona, tak piękna jesteś, jak Barcelona”. I tutaj tą Barceloną jest to zwycięstwo. To zwycięstwo naprawdę dla mnie bardzo wiele znaczy, ponieważ ci ludzie, na których postawiłem, których wybrałem przed sezonem i zaprosiłem do swojej drużyny, dzisiaj zdali egzamin na szóstkę i pokazali, że moje wybory były dobre. Niezależnie od tego, tak jak mówię, jak się skończą następne dwa mecze, bądź trzy, jestem z nich dumny. Jestem dumny, że mogę prowadzić taką grupę ludzi i naprawdę chłopaki zapracowali sobie na to, żeby przynajmniej o 100 złotych sobie podnieść kontrakty na przyszły rok. 100 złotych w skali roku, oczywiście mówię. Jakbym powiedział więcej, to myślę, że sponsor nie byłby zadowolony. Tak jak wczoraj Państwu obiecałem, że przyjedziemy tutaj dziś i będziemy gryźć parkiet, i że tanio skóry nie sprzedamy, cytując Mariusza Pudzianowskiego, myślę, że udowodniliśmy to. Wracamy szczęśliwi do domu. Oczywiście będziemy też analizować. Będą przemyślenia, będą następne partie szachów. Plan zrealizowaliśmy. Wywozimy jedno zwycięstwo z bardzo ciężkiego terenu.
Myślę, że Spójnia dalej będzie faworytem. To jest zbyt doświadczona drużyna, aby załamać się po takiej porażce. De facto my prowadziliśmy w tym meczu tylko 4 minuty. Przegrywaliśmy 65-48, najwyższa przewaga gospodarzy, ale Spójnia ma zbyt klasowych graczy, żeby to mogło wpłynąć na ich głowy. Tak jak wczoraj mówiłem, w play-offach, czy się przegra 40 czy 1, to wciąż jest porażka. Czy się wygra 1 czy 40, to są dwa punkty i jedno zwycięstwo. Jesteśmy bliżej kolejnej rundy. Fajne jest to, że dla kibiców też były to dobre zawody. Pokazuje to, jak liga była wyrównana. My z siódmego miejsca też dzisiaj się postawiliśmy. Kotwica Kołobrzeg wygrała z Astorią po dogrywce więc na pewno nie odbiegaliśmy poziomem sportowym od gospodarzy, którzy postawili po raz kolejny bardzo ciężkie warunki. Tak jak Państwo wiedzą, każdy mecz ze Spójnią był na noże, to jest dwóch godnych siebie rywali i to na pewno, jeżeli chodzi o sport, bardzo może się podobać kibicom.
Ja jestem krótkolontowy. Jeżeli ktoś chce ze mną dyskutować, to ja bardzo chętnie podyskutuję, ale na kółku gospodyń wiejskich, a nie na ławce czy na boisku w trakcie meczu, bo to jest zbyt mało czasu i zbyt szybko się dzieją niektóre rzeczy. Jayden miał swoje spojrzenie na jedną akcję, a ja miałem inne. Posadziłem go na ławce. Może to był ten kop, albo uderzenie w plecy dla drużyny, że nagle zobaczyła, że bez Jaydyna też można grać, ale to też pokazuje, jakie mamy rezerwy, bo Jayden jest niewątpliwie naszym liderem. Bardzo go potrzebujemy, wyszedł na ostatnie 55 sekund i też zrobił swoje, podbił bardzo ważną piłkę.
Wiem, że on wróci na swoje tory, ale czasami trzeba wstrząsnąć drużyną, zrobić tak zwaną sztuczną aferę i to podziałało akurat.
Statystyki każdy widzi, tutaj, proszę zobaczyć, Filip wyszedł dopiero w drugiej połowie. Zagrał znakomite zawody, to on pociągnął, bo z nim na boisku byliśmy na plus 15 punktów. I znakomite zawody zagrał też Oliver Szczepański, który miał double-double. Proszę pamiętać, że to jest nasz backup na pozycji 5 i gracz, który dopiero zdobywa doświadczenie, więc bardzo mi się to podobało, ale też muszę pochwalić bardzo Mikołaja Ratajczaka i za bardzo rozważną grę Przemka Kuźkowa i Damiana Durskiego, bo oni na pewno pociągnęli ten wynik.
Paweł Kikowski, PGE Spójni Stargard: Bardzo trudna dzisiaj dla nas sytuacja, bo mieliśmy mecz w rękach i go oddaliśmy. Czapki z głów przed Decką, bo naprawdę drużyna z Pelplina pokazała w drugiej połowie, że nie odpuszcza i wyrwali nam to zwycięstwo z rąk. Na pewno nie możemy tak zagrać w jakimkolwiek więcej spotkaniu. Nie można dać im oddychać, bo to jest właśnie tak, że później Przemek Kuźkow trafia z siódmego metra i się zaczyna robić po prostu bardzo gorąco. To było zupełnie niepotrzebne, bo gdzieś tam w pewnym momencie naprawdę pokazywaliśmy, że byliśmy lepszą drużyną, natomiast na końcu okazało się, że oni byli tą lepszą drużyną i dzisiaj zawiedliśmy jako drużyna na pewno w czwartej kwarcie, czy tam w końcówce już trzeciej. Daliśmy im po prostu oddychać, a oni to wykorzystali. Świetna atmosfera na trybunach, dziękujemy z kibicom i postaramy się wywieźć na pewno jedno, jak nie dwa zwycięstwa w Pelplinie.
Przewaga nigdy nie jest za duża. To zawsze jest na plus, że masz przewagę. Także na pewno możliwe, że gdzieś tam ta intensywność tych meczów dała się we znaki, ale bardziej bym upatrywał tego, że gdzieś tam może faktycznie jakieś rozkojarzenie się wprowadziło i zupełnie niepotrzebnie, bo Pelplin po prostu jest dobrą drużyną, nie przez przypadek grają w play-off. Ta porażka musi wpłynąć tylko i wyłącznie pozytywnie i musimy patrzeć tak, żeby zbudować swoją siłę i pojechać tam po swoje. Na pewno nie ma co zwieszać głów, to jest play-off. Niejeden raz było 1-1 i z Treflem Sopot pojechałem do Włocławka, wygraliśmy dwa mecze i przeszliśmy do następnej rundy, więc na pewno będziemy mocni i musimy po prostu zagrać tak, jak zagraliśmy w pierwszym meczu i w drugim, w pierwszej połowie i myślę, że wtedy o wynik będziemy spokojni.
Marek Popiołek, trener PGE Spójni Stargard: Po pierwsze podziękowania dla naszych kibiców, bo dobrze się spisali. Po raz kolejny czuliśmy cały czas doping, również w trudnych momentach, kiedy traciliśmy przewagę albo zespół z Pelplina wychodził na prowadzenie w końcówce. Widziałem duże wsparcie, które nam pomagało, ale niestety dzisiaj my nie dowieźliśmy tego meczu na boisku. Można się dopatrywać różnych przyczyn. Wydawało się w pierwszej połowie, że górujemy nad rywalem, że kontrolujemy mecz. Dosyć dobrze krążyła piłka pomiędzy poszczególnymi graczami. Mieliśmy bodaj 14 asyst po pierwszej połowie i nasz atak był płynny, natomiast nie byliśmy na tyle solidni przede wszystkim w defensywie w drugiej połowie, aby po pierwsze powstrzymać penetrację rywali, powstrzymać ich w strefie podkoszowej, a także poradzić sobie ze zbiórkami ofensywnymi, czyli to jest pewna rzecz, która się powtarza w tej serii. Wczoraj mówiliśmy dużo o zbiórkach obydwu zespołów. Wczoraj bardzo dobrze zareagowaliśmy pod tym względem w drugiej połowie i finalnie wygraliśmy walkę o zbiórki. Dzisiaj tak nie było, tylko dwie nasze ofensywy na aż 15 zespołu z Pelplina. Oczywiście można rozkładać mecz na czynniki pierwsze, zastanawiać się, czy dobrze wyglądał nasz atak w samej końcówce, czy szukaliśmy odpowiednich graczy na poszczególnych pozycjach, ale naszą odpowiedzialnością jest to, aby grać lepiej wcześniej w meczu. W momencie, kiedy zyskujemy dużą przewagę, nie tracić jej tak szybko pod koniec trzeciej kwarty i tak naprawdę już w czwartej kwarcie Pelplin cały czas wiedział, że jest w tym meczu, bo już było tylko 7 punktów i daliśmy im ten tlen, albo oni sobie to oczywiście wywalczyli, bo niczego nie ujmuje i oni grali dobrze i grali z dużą wiarą także ten mecz uczy nas znowu pokory. W serii dla mnie nic się nie zmienia. Czuję, że mamy wszystko, aby wygrywać serię, ale musimy się skupić na każdym kolejnym meczu na poprawie tych elementów i na tym, aby lepiej reagować jako drużyna i być bardziej złączeni jako drużyna przez całe spotkanie, bo dzisiejszy mecz nas uczy tego, że wszystko się może wydarzyć i nawet taka przewaga, jaka była, nie jest wcale bezpieczną przewagą, należy zadbać o to, aby rywal nie odwrócił meczu.
My być może za wcześnie uwierzyliśmy, że ten mecz jest bezpieczny. Nie powinniśmy w ten sposób reagować. To nie ma żadnego znaczenia. Mamy wielu graczy, którzy wchodzą na boisko, schodzą z niego, grają raz więcej, raz mniej. Naszym obowiązkiem każdego koszykarza jest to, aby grać na najwyższych obrotach i cały czas grać w skupieniu, a moim jako trenera, żeby tego pilnować i tego wymagać więc dzisiaj wszyscy bierzemy odpowiedzialność za to, że tego nie zrobiliśmy. Wierzę w to, że po pierwsze, jeżeli podejdziemy do tego właściwie i będziemy odpowiednio uczciwi wobec samych siebie, weźmiemy odpowiedzialność za tę porażkę i ona nas wzmocni i będziemy widzieli dużą poprawę w drużynie w kolejnych meczach, czyli w sobotę i w niedzielę.
Zabrakło jakiejś kolejnej dobrej akcji defensywnej, żebyśmy powstrzymali penetrację jednego z graczy rywali. Choćby Filip Siewruka, zbyt łatwo się dostawał w strefę podkoszową w tej czwartej kwarcie. Rywale penetrowali i nam zabrakło takiej twardości, solidności w defensywie, albo jeszcze bardziej w zbiórce defensywnej. To były pewne detale, które rzeczywiście mogły się obrócić w inną stronę. Walczyliśmy o to, ale tego nie zrobiliśmy. Także nie zasłużyliśmy koniec końców dzisiaj na zwycięstwo.
