Tomasz Jagiełka: Chcę, aby to wybrzmiało na całą Polskę

,

Lista aktualności

Tomasz Jagiełka: Chcę, aby to wybrzmiało na całą Polskę

ŁKS Coolpack Łódź zrewanżował się tyszanom za porażkę w pierwszym meczu ćwierćfinałowej serii play-off pokonując GKS 83:79. Spotkanie, które pierwotnie miało rozpocząć się o godz. 20:00, wystartowało godzinę później z powodu przedłuąjącego się wcześniej zaplanowanego wydarzenia odbywającego się w hali Centrum Sportu Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, jakim był finał Akademickich Mistrzostw Polski w badmintonie.

Obraz

,

 

Sebastian Bożenko, koszykarz GKS-u Tychy: Gratulacje dla drużyny z Łodzi. Wiedzieliśmy, że dzisiaj wyjdą agresywnie, bo wczoraj ponieśli porażkę, więc to była ich ostatnia deska ratunku. Nie powstrzymaliśmy dzisiaj Collinsa, który trafiał bardzo ciężkie rzuty i myślę, że to była główna przyczyna tutaj porażki. Mecz naprawdę dużej walki. Seria trwa, teraz mamy dwa mecze u siebie. Dziękuję za spotkanie.

Tomasz Jagiełka, trener GKS-u Tychy: Zaznaczę, że mamy godzinę 23:32, w pierwszej lidze koszykówki mężczyzn. Gratuluję zwycięstwa ŁKS-owi. W pełni zasłużone po pierwszej połowie, ŁKS bardzo agresywnie na nas wyszedł w defensywie, zbierał nam piłki w ataku. Byliśmy zbyt statyczni, a przede wszystkim daliśmy otworzyć się Collinsowi, choć powiem szczerze, że trafiał naprawdę bardzo trudne rzuty. Druga połowa walka, kosz za kosz, dużo brudnej gry. Jak na play-off przystało, to chcemy oglądać. Myślę, że mieliśmy też swoje szanse na punkty, otwarte rzuty, które nie wpadły dzisiaj, ŁKS za to podniósł, ale naprawdę ogromne brawa za walkę dla mojej drużyny do samego końca, bo te ostatnie chyba półtorej minuty trwało bardzo długo przez to, że pokazujemy do końca charakter i gwarantuję wszystkim, że na pewno do końca tej serii ten zespół będzie walczył. Bardzo dziękuję naszym kibicom za dwa dni wsparcia, bo wytrzymali to całe zamieszanie, które miało tu miejsce.

Niestety, ale muszę to poruszyć na konferencji i mam nadzieję, że to wybrzmi w cały świat, ponieważ zespół, który chce awansować do ekstraklasy, który uważa się za potentata tego ligi, wpuścił nas na salę gimnastyczną o godzinie 19.55. Mecz miał się rozpocząć o godzinie 20. To są cyrki, naprawdę. Przyjeżdżamy tyle kilometrów, organizujemy sobie cały dzień z odnową biologiczną, ze zorganizowaniem treningów, wideo, jedzeniem. Zawodnicy grają z dużym opóźnieniem, nie są w stanie się przygotować. Ja nie będę zwalał winy, czy to miało wpływ teraz na wynik meczu, czy nie. Jest to jakiś rytuał, który zawodnicy mają od pierwszej kolejki. Jeżeli taka organizacja jak ŁKS nie potrafi przewidzieć, że będzie w top 4 i zagwarantować hali w dużym mieście, jakim jest Łódź, bo w Tychach jest jedna hala, która spełnia wymogi, jest ona już zarezerwowana dla nas, nawet gdybyśmy mieli dojść do finału. A w ŁKS nie potrafią tego zrobić więc bardzo proszę, aby to wybrzmiało na całą Polskę, bo dla mnie to jest wstyd dla organizacji. I bardzo mi się to nie podoba. Mam nadzieję, że liga coś z tym zrobi.

 

W Tychach nie ma żadnej drużyny halowej na poziomie ekstraklasy, w pierwszej lidze jest koszykówka i futsal. Na hale są cztery drużyny, na jedną halę, której nie można nazwać halą A my będziemy rozmawiać o hali? Do czego Pan dąży tym pytaniem? Co chce Pan mi udowodnić? Jest piłka nożna – futsal (1 liga), koszykówka (1 liga), siatkówka (2 liga), mnóstwo grup młodzieżowych, które się nie mieszczą, ale jesteśmy zorganizowani i przygotowani. Rozumiem, że w Łodzi nie dało się zorganizować hali? Odpowiedziałem Panu na pytanie.


Liga jest bardzo wyrównana, to są playoffy, gra się dzień po dniu i właśnie takie czynniki jak przygotowanie mentalne, odnowa biologiczna, przygotowanie fizyczne odgrywają ogromną rolę. Czasami mały element może spowodować, czasami jeden niecelny layup, ktoś się nie wyspał, jeden gwizdek, naprawdę serię błędów powoduje i to jest bardzo wyrównana liga. Dla mnie na dziś nie ma faworyta wygrania tej ligi i kompletnie mnie te wyniki nie dziwią, więc rozumiem, że w trzech parach seria jest otwarta.

 

Aleksander Lewandowski, koszykarz ŁKS-u Coolpack Łódź: Bardzo ważny mecz był to dla nas. Oczywiście nie chcieliśmy jechać do Tychów z bilansem 0-2, więc jestem szczęśliwy ze swojej drużyny, że wszyscy pokazali charakter, to o czym gadaliśmy, bo wczoraj myślę, że zabrakło tego takiego... No było widać, że dla niektórych to był pierwszy mecz play-off, potrzebowaliśmy czasu i może z perspektywy czasu ta porażka dobrze na nas wpłynie. Na pewno dzisiaj dobrze wpłynęła, więc bardzo się cieszę z tej wygranej. Ciężki mecz, długi mecz, ale była ta walka, kibice nam pomogli, więc bardzo im też za to dziękujemy, bo było dzisiaj to czuć, że byli szóstym zawodnikiem, więc teraz chwila odpoczynku na pewno po ciężkim weekendzie i jedziemy do Tychów, żeby tam zakończyć serię. Taki jest cel, więc to będzie nasza jedyna opcja.

W tej hali kibice są blisko tego boiska i my ich czujemy też, bo są za naszą ławką od razu, na Ziunie jest trochę ta przestrzeń, większa hala, tak? My tu od września trenowaliśmy dzień w dzień więc myślę, że to się przekłada na to, że bardziej czujemy te kosze, czujemy się lepiej na boisku i myślę, że to jest ta główna rzecz, że bardziej czujemy tą halę, niż hale Ziuny na którą wchodziliśmy dzień przed meczem tylko na lekki trening porzucać i niestety trochę graliśmy też jak na wyjeździe, chociaż też zagraliśmy tam wiele dobrych meczów. Te treningi przez cały rok może coś dały.


Nikola Avramović, trener ŁKS-u Coolpack Łódź:
Najpierw chciałbym zacząć od naszych niesamowitych fanów, dziękuję im za wsparcie. W pewnym momencie przypomnieli mi się fani z Belgradu, byli niesamowici, szczerze mówiąc i dziękuję im szczerze za to. Mówiąc o meczu, znowu zaczęliśmy dobrze i znowu mieliśmy problemy w trzeciej kwarcie. Graliśmy niesamowicie, z mojego punktu widzenia, w pierwszej połowie, z wieloma asystami, a potem przestaliśmy grać drużynowo co jest wielkim problemem i naszym zadaniem, sztabu szkoleniowego jest to naprawić. Jest to niezrozumiałe, że mieliśmy 10 asyst w pierwszej połowie, a tylko dwie w drugiej połowie. To mnie martwi. Wygraliśmy mecz, ale jak mówił jeden z najlepszych zawodników, praca nie jest dokończona. Muszę to tak powiedzieć. Jesteśmy szczęśliwi, że pokazaliśmy charakter, ale praca nie jest zakończona i musimy się przygotować. Mamy 5-6 dni, żeby się przygotować, a jeśli się nie przygotowujemy dobrze, to wszystko pójdzie na marne.

Szczerze mówiąc, nie wskaże jednego przełomowego momentu w dzisiejszym meczu. Muszę obejrzeć mecz, ale dziś zagraliśmy jak drużyna. Wczoraj tak nie zagraliśmy, zagraliśmy indywidualnie. Wszyscy to widzieli, ja też to widziałem i mieliśmy problemy, Carlos był chory przez dwa dni, to jeden z powodów, że zagrał tak, jak zagrał. Dziś wziął lekarstwa, pokazał charakter, szacunek do klubu, do tej drużyny, zagrał i zagraliśmy całkiem dobrze, i to wszystko. Ten moment, który był przełomowy… nie wskażę go teraz. Cały mecz drużynowy i zagraliśmy jak drużyna, jak grupa i to jest dobra droga jeśli chcemy coś więcej zrobić. Wczoraj brakowało tego charakteru, walki, dziś było tego dużo i wygraliśmy dzięki temu mecz.